DEVILISH IMPRESSIONS
ZŁOWIESZCZE I NIEPOKOJĄCE DŹWIĘKI

Nieczęsto, wśród zalewu odpustowej tandety, można współcześnie znaleźć prawdziwe czarne perły. Zaklęta w ich pięknych powłokach dusza winna być brutalna i bezkompromisowa, niczym piekielne czeluście z których zostały wydobyte. Zespół Devilish Impressions jest jedną z takich pereł...

Serpento: Zacznijmy od samego początku. W biografii zespołu podajecie, że oficjalną datą założenia Devilish Impressions jest 1 XI 2000 r., ale jednocześnie pojawia się data 1998... Z czym się ona wiąże, czy możecie zdradzić jakieś szczegóły dotyczące Waszego poprzedniego projektu?

Quazarre: Na wstępie pragnę powitać wszystkich, którzy teraz śledzą te słowa... Faktycznie, rok 1998, a nawet 1997 dał niejako podwaliny pod późniejszą twórczość Devilish Impressions, wtedy to bowiem powstała koncepcja skrystalizowania drzemiących w nas ówcześnie wizji pod postacią szyldu, którego używamy po dzień dzisiejszy. W tym okresie, wespół ze Starash'em grałem akurat w dosyć dziwnym zespole o jeszcze bardziej enigmatycznej nazwie – Autumnal Breath Of The Moonlight Serenade i pewne pomysły, jakie niespecjalnie pasowały do konwencji tegoż postanowiliśmy realizować jako Devilish Impressions właśnie. Początkowo tworzenie pod nową banderą nie miało jakiejś konkretnej formy; były to raczej jakieś fragmenty cholernie niezrozumiałej mozaiki, którą w pewien sposób dowolnie przeistaczaliśmy, poddawaliśmy ustawicznej transformacji... To w ogóle był strasznie popieprzony czas, pełen szaleństwa i rzeczy naprawdę niezrozumiałych. W pewnym sensie wszystko odbywało się wówczas poza czyjąkolwiek kontrolą, stąd z resztą zrodziła się koncepcja nazwy zespołu, mająca w bezpośredni sposób dawać do zrozumienia, iż nie będzie dla nas rzeczy, jakich nie będziemy w stanie nagrać pod nowo-przybraną nazwą. Tak właśnie zrodziła się idea istnienia tego tworu: poddawanie się nastrojom, odczuciom i wizjom wszelakim, by później odzwierciedlić je wszystkie w postaci niczym nieograniczonych diabelskich impresji...

Jeszcze w 1998 roku właśnie powstało kilka riffów, czy partii instrumentów klawiszowych, jakie później zamieściliśmy na „Eritis sicut Deus...”.

Oficjalnym zaś początkiem Devilish Impressions było nasze spotkanie w Noc Wszystkich Zmarłych 2000 roku (lub Wszystkich Świętych – w zależności od preferencji – he, he...) w gronie Turquoissa, Starash, Quazarre oraz kilku innych osób będących wówczas członkami Devilish Impressions Circle. Ustaliliśmy jakieś podstawy organizacyjne zespołu, no i - przede wszystkim – tchnęliśmy w twór nasz przeklęty magię owej pamiętnej nocy... Tak się to wszystko zaczęło...

W 2002 roku zarejestrowaliście "Eritis Sicut Deus...", jednakże przyszło temu albumowi pełzać niczym czerw, w podziemiu. Dlaczego nie doszło do jego oficjalnego wydania, czy rzeczywiście był taki problem ze znalezieniem wytwórni, czy może też zadecydowały inne czynniki?

He, he – już sama próba kategoryzowania „Eritis sicut Deus...” okazuje się być dość problematyczną, pozwól zatem, iż pokrótce wyjaśnię nasz względem materiału tego stosunek.

Z uwagi na merytoryczną zawartość nie chcieliśmy materiału tego traktować jako zwyczajne demo, gdyż – bez względu na niezbyt górnolotną jakość samych nagrań – był on spełnieniem konkretnej, drzemiącej w nas w tamtym okresie, wizji. Wiesz, to tak, jak niektórym rodzą się jakieś nie w pełni sprawne dzieci, które jednak kocha się bezgranicznie mimo ich rozmaitych defektów. Dla nas dokładnie tak samo było z „Eritis sicut Deus...”; strasznie wierzyliśmy w tamten materiał, a i tworząc go mieliśmy na celu uwypuklenie jego jasno sprecyzowanego przesłania. Ostatecznie postanowiliśmy, iż nie będziemy go rozpatrywać w kategorii demówki, bez względu na to, iż być może w ten sposób naraziliśmy się, czy nadal może się narażamy na posądzenia o przekroczenie etycznych granic debiutującego przecież tworu.

„Eritis sicut Deus...” rozesłaliśmy do kilkunastu wytwórni, z których ostatecznie dwie wykazały wolę współpracy. Propozycję jednej z nich odrzuciliśmy z dość obiektywnych powodów, druga zaś w chwilę po nawiązaniu bezpośredniego kontaktu poinformowała nas o swojej finansowej niewydolności... W ten oto sposób pozostawieni zostaliśmy samym sobie; próbowaliśmy jeszcze dogadać się z paroma innymi firmami, ale nic ostatecznie z tego nie wyszło. Cóż, myślę, że czas „Eritis sicut Deus...” jeszcze kiedyś nadejdzie. Póki co skupiamy się na „Plurima Mortis Imago” i tym, co czeka nas w najbliższej przyszości.

Sentymentalne chwile przed wami, jakieś ciekawe wspomnienia z pierwszego okresu działalności, z pracy nad pierwszym materiałem?

Jak już wspomniałem – to był bardzo szalony okres dla nas wszystkich, pełen jakiejś po dziś dzień chemii niezrozumiałej, okres rozmaitych prób samookreślenia się każdego z nas w kontekście zarówno osobistym, jak i twórczości Devilish Impressions. Mieliśmy wtedy taką salę prób, jaką dzieliliśmy z ludźmi, z którymi jeszcze wcześniej grywałem w innych zespołach lecz wystarczyło się jedynie dogadać co do planów oblężenia tejże sali, by cieszyć się później właściwie niczym nieograniczoną wolnością. To był taki nasz azyl, w którym odnaleźliśmy nie tylko odpowiednie warunki do tworzenia, ale i idealne miejsce do spotkań z tymi, którzy natenczas pozostawali w najbliższych z nami stosunkach. Najlepsze było to, iż mogliśmy tam przesiadywać niemalże bezustannie, co też skrzętnie wykorzystywaliśmy. Faktycznie, czas to niezapomniany... Dopiero teraz uświadamiam sobie, jak wiele zajebistych chwil i sytuacji pamiętają ściany pomieszczenia tegoż. Bywało tak, iż zalegaliśmy tam na tyle długo, iż koniecznym było wezwanie posiłków, by nas stamtąd usunąć – ha, ha. Cholera, tyle imprez, jakie tam się odbyły, tyle uniesień w odmiennych świadomości stanach, tak wiele ludzi o ciekawych poglądach, niekończące się rozmowy, tak wiele myśli wszelakich... To wszystko z pewnością miało spory wpływ na charakter komponowanych przez nas dźwięków czy powstanie lirycznego koncptu „Eritis sicut Deus...”.

Jeśli chodzi o sam proces nagrań tegoż, to najczęściej powracającym do nas wspomnieniem jest widok umęczonego nieprzespanymi nockami Pawła z opolskiego Bloodfeast, który – oprócz rejestracji naszego materiału - nagrywał jednocześnie utwory na promo swojego macierzystego zespołu. Najlepsze w tym wszystkim jest to, iż ostatecznie nie tylko zaprogramował nam bębny, ale też właściwie zupełnie przypadkowo stał się sesyjnym basistą Devilish Impressions! Pamiętam jego godną podziwu ekscytację, gdy po całonocnych próbach okiełznania jakichś tam fragmentów „Eritis sicut Deus...” chwalił się nam świeżutko wymyślonymi partiami gitary basowej, notabene – partiami naprawdę genialnymi (!!!), jednak reakcja każdego z nas była wówczas taka sama: „(...) noooo.... zajebiście, naprawdę zajebiście!!! Ale jak Ty, kurwa, wyglądasz?!”. Paweł jednak nie dawał za wygraną, dzięki czemu z resztą udało się nam doprowadzić to wszystko do końca. Zawsze będziemy pamiętać jego niekwestionowane poświęcenie ku chwale naszej krucjaty!

Wspomniałeś kiedyś Quazarre, że nie zapominasz o "Eritis Sicut Deus", czy to znaczy, że można się spodziewać powrotu tego materiału w nowej oprawie dźwiękowej?

Wątpię, miałem raczej na myśli wydanie go dokładnie w takiej postaci, w jakiej został stworzony. Wiesz, po cholerę nagrywać raz jeszcze coś, co raz już zostało nagrane? Nawet teraz, po upływie tych czterech lat od czasu położenia śladów „Eritis sicut Deus...” nie bylibyśmy w stanie odtworzyć atmosfery, jaka towarzyszyła tamtemu okresowi, z pewnością zechcielibyśmy też pozmieniać poszczególne aranżacje, czy nawet konkretne fragmenty tego materiału. Wówczas jednak „Eritis sicut Deus...” przestałby być tym, czym jest i czym być powinien. To tak, jakby nagle ktoś zechciał udoskonalać obrazy jakiegoś dawnego malarza, które – mimo swej niedoskonałości – są jednak odzwierciedleniem pewnych uczuć, sposobu widzenia świata, czy też ekspresji danej chwili, danego czasu... Jeśli kiedykolwiek dojdzie do oficjalnego wydania omawianego materiału to ewentualnej obróbce poddane zostanie prawdopodobnie wyłącznie brzmienie tegoż. Na chwilę obecną nie widzę innej opcji, ale – jak mawiają – nigdy nie mów „nigdy”... Nie jest wykluczone, że na przykład nie zechcemy w przyszłości wykorzystać jakichś najlepszych, naszym zdaniem, fragmentów tej płyty. Naprawdę trudno mi teraz wyrokować w tej sprawie. Może za rok lub dwa najdzie mnie ochota, by – wbrew temu, co teraz mówię – nagrać to wszystko raz jeszcze? Nie wiem, na dzień dzisiejszy jestem przeciw.

Zanim zajmiemy się "Plurima Mortis Imago", zważając na Waszą małą rocznicę niedawno pozwólcie, że zapytam, gdzie widzicie siebie na swojej muzycznej drodze? Za wami pół dekady, przed wami...

Może jeszcze kolejnych pięć, może zaledwie dni kilka... Devilish Impressions z założenia samego jest tworem, który bez określonych zdolności pojmowania cudów i rzeczy zwyczajnych tego świata istnieć nie może. Nie jestem też w stanie powiedzieć, jaką w przyszłości obierzemy drogę. Z pewnością będzie to droga pełna dźwięków ekstremalnych, przerażających i zmuszających do zadumy, czy jednak i na jak długo nasza muzyka pozostanie w dzisiejszej konwencji, tego przewidzieć nie jesteśmy w stanie. Mogę jedynie zagwarantować, że póki Devilish Impressions istnieć będzie, póty tworzyć będziemy dźwięki równie chore, złowieszcze i niepokojące, co dotychczas. Nie spodziewajcie się także po nas jakiejś strasznie radykalnej zmiany stylu, w takim bowiem przypadku naprawdę wolelibyśmy tworzyć pod innym szyldem. Devilish Impressions to Avantgarde Black Metal Orchestra! Żywioł, smutek i pasja black metalu, zimne, techniczne i precyzyjne death'owe riffy, mnóstwo zmian tempa z przewagą tych na najwyższych obrotach, potężne zwolnienia, wściekłe, agresywne i cholernie zróżnicowane wokale oraz spajające całość niczym klamra instrumenty klawiszowe... To jednak przede wszystkim metal, dopiero później zaś poszczególne jego odłamy i chociaż za każdym razem sięgać będziemy tam, gdzie inni być może się nie odważą, to z pewnością nadal emanować będziemy siłą iście brutalną, godną muzyki takowej odmiany!

Wreszcie zapytam Was nieco o ostatni album. Jak w ogóle doszło do tego, że zdecydowaliście się go nagrać?

Koncepcja „Plurima Mortis Imago” kołatała mi gdzieś w głowie już od dawna, wszyscy potrzebowaliśmy jednak trochę czasu, by określone wizje przełożyć na język muzyki. Spory wpływ miały na to wszystko także nowe warunki w jakich się wszyscy znaleźliśmy, a konkretnie nasze do tych warunków się przystosowanie. Razem z Turquoissą od prawie pięciu lat mieszkamy w Londynie, jakiś rok później dołączył do nas Starash i zwyczajnie potrzeba było trochę czasu, by każde z nas mogło uporządkować swoje życie prywatne. Wierz mi, okres ten zdawał się przedłużać w nieskończoność, jednak ostatecznie – mimo niezliczonych komplikacji i kurewsko niesprzyjających okoliczności – udało się nam zreorganizować także sprawy zespołu. Muszę jednak zaznaczyć, iż nie odczuwaliśmy przy tym żadnego „ciśnienia”, że oto nagle, teraz musimy się w końcu zabrać za tworzenie nowego materiału Devilish Impressions. Nie, to wszystko było raczej procesem dosyć swobodnym, niejako samo nakręcającym się. Można powiedzieć, że w efekcie ten chwilowy przestój w znaczący sposób bardziej się nam przysłużył niż zaszkodził, dzięki niemu bowiem nabraliśmy wszyscy odpowiedniego dystansu do konceptu istnienia Devilish Impressions i muzyki tegoż.

Pewnego dnia, zupełnie jak tych kilka dobrych lat wstecz, spotkaliśmy się wszyscy, podłączyliśmy swoje instrumenty i... tak się właśnie zaczęła nowa era Devilish Impressions, era przekleństwa, buntu i chaosu, era diabolicznego wyzwania rzuconego przez nas światu w postaci „Plurima Mortis Imago”!!!

Devilish Impressions tworzyły zawsze trzy osoby, na "Plurima Mortis Imago" mamy już kwintet. Był sens poszerzania składu i czy pociągnęło to za sobą jakieś problemy?

Od samego początku Devilish Impressions aż po dzień dzisiejszy jego trzon stanowią właśnie Turquoissa, Starash i Quazarre, jednak poszerzenie składu miało służyć uczynienie tego zespołu tworem w pełni świadomym, zdolnym do funkcjonowania na współczesnej nam scenie nie tylko w konwencji pobocznego projektu. Nie spowodowało to żadnych problemów poza tym, iż mieliśmy trochę mniej miejsca w pomieszczeniu, w którym odbywają się nasze próby – he, he...

Zajmijmy się teraz muzyką. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się aż tak dobrych kompozycji. Są zdecydowanie lepsze, niż te znane z poprzedniego materiału, wnoszą coś ożywczego do Devilish Impressions...

Cóż, wygląda na to, że jesteśmy Ci dłużni duuużą butelkę... Jak już wcześniej wspomniałem – my strasznie wierzymy w ten materiał, nie tylko ze względu na osiągnięcie jakiejś tam satysfakcji po jego nagraniu, ale także dlatego, iż jesteśmy świadomi, jak wiele pracy i wszelkiego rodzaju wyrzeczeń kosztowało nas jego zrealizowanie. Poza tym, my nie mogliśmy sobie pozwolić na to, by było gorzej niż za poprzednim razem. Wiesz, oba wydawnictwa Devilish Impressions dzieli różnica trzech lat, przez ten czas wszyscy zdążyliśmy się sporo nauczyć, zarówno w kwestii usprawnienia techniki gry na poszczególnych instrumentach, jak i swobodniejszej, z pewnością o wiele bardziej dojrzałej aranżacji skomponowanych riffów. Wszyscy gramy już od kilkunastu lat, nie ma więc w tej chwili patentu, którego uprzedniej wizji nie jesteśmy w stanie odtworzyć, której to wizji nie potrafilibyśmy przełożyć na konkretne dźwięki. Oczywiście, nie mówię tutaj o jakichś totalnie zakręconych, wirtuozerskich zagrywkach a'la Petrucci, Vai czy jakiegoś innego „Prze-Chuja”, ale w zakresie technicznego black/death metalu jesteśmy w stanie z powodzeniem realizować wszystkie powstałe w głowie pomysły. Cieszę się, że i Ty widzisz progresję w stosunku do poprzedniego materiału. To tylko utwierdza nas w przekonaniu, że nie zmarnowaliśmy czasu, jaki upłynął od nagrań „Eritis sicu Deus...”.

Zrezygnowaliście z wielkich, kilkunastominutowych utworów na rzecz nieco krótszych, cholernie dynamicznych kawałków. Chcieliście w ten sposób zwiększyć przystępność muzyki Devilish Impressions i...?

Nie, zdecydowanie nie! Po prostu formuła „Plurima Mortis Imago” znacznie odbiega od tej, w jakiej zaprezentowaliśmy się na „Eritis sicut Deus...” ponieważ nie za bardzo widziałem sensu, by się powtarzać. Trudno mi podać konkretne powody, dla których nowe utwory są – jak mówisz – krótsze i bardziej dynamiczne; jest to efekt innego spojrzenia na muzykę, na sposób jej przekazu i aranżacji poszczególnych motywów. Podczas gdy na „Eritis sicut Deus...” zamieściliśmy trzy, cholernie rozbudowane, epickie wręcz „anty-piosenki”, „Plurima Mortis Imago” jest płytą o wiele bardziej agresywną, której środki wyrazu zostały maksymalnie, że tak powiem, skondensowane. Wszelkie wizje, inspiracje i emocje towarzyszące powstawaniu i nagraniom tegoż podane są tutaj w nieco bardziej oszczędnych formach, przez co też „Plurima Mortis Imago” stała się materiałem do bólu aż intensywnym! Być może faktycznie efekt tego jest taki, iż muzyka na nim zawarta stała się bardziej przystępna, łatwiej bowiem potencjalnemu słuchaczowi przetrwać utwory kilku a nie kilkunastominutowe, tym bardziej, jeśli są to utwory, w których mimo wszystko dzieje się naprawdę sporo. Miejmy nadzieję, że krótszy czas trwania poszczególnych kawałków ułatwi też znacznie możliwość ich scenicznej prezentacji.

Utwory na „Plurima Mortis Imago” są złożone, wielowymiarowe. Wielka to zasługa nie tylko barwy klawiszy, ale także i wymyślnej gry Turquoissy. Możesz nam zdradzić jak powstawały te dźwięki, skąd czerpałaś inspiracje?

Od początku tworzenia „Plurima Mortis Imago” zakładaliśmy, że klawisze nie będą odgrywały tu tak znaczącej roli jak na poprzednim materiale. Miały tylko podkreślić pewne rzeczy i dodać tzw. smaczków. Tymczasem, jeśli chodzi o moje inspiracje, to być może zawiodę Cię trochę moją odpowiedzią, gdyż nie biorą się one z niczego nadzwyczajnego - ani „z gwiazd”, ani z „mrocznych przemyśleń” (ha,ha). Na pewno największą i pewnie nie odosobnioną inspiracją jest muzyka jakiej słucham obecnie i ta, jakiej słuchałam, poznawałam i uczyłam się już od najmłodszych lat. Mianowicie - muzyka klasyczna.

Natomiast samo tworzenie odbywa się w najróżniejszych sytuacjach, często jest chaotyczne i początkowo niekoniecznie przybiera jakiekolwiek kształty. Często zagram coś ot tak sobie, a Quazarre pyta: „co to było?”, ja na to: ”nic”, a on: „zagraj to jeszcze raz...” i tak zaczyna się przygoda... Najlepiej jednak jak jestem sama, nie czuję presji otoczenia i mam chwilę na pozbieranie i poskładanie myśli. Niestety, ostatnimi czasy trochę narzekam na brak takowych, co znacznie rzutuje na przyłożenie się do pewnych rzeczy, jednak bardzo niedługo zmieni się to i znowu zaczniemy pracę pełną parą, jak dawniej.

Świetna praca gitar i doskonała dynamika perkusji to obecnie wyznaczniki muzyki Devilish Impressions. Opowiedz nam nieco Quazarre o tym jak powstawały te riffy i jak układała się praca z Dragorem, w końcu zrezygnowaliście z automatu na rzecz żywego bębniarza...

Już nagrywając „Eritis sicut Deus...”chcieliśmy, by na materiale tym usłyszeć można było prawdziwe gary, ponieważ jednak nie mogliśmy wówczas znaleźć osoby, która podołałaby urzeczywistnieniu naszych pomysłów – postanowiliśmy zarejestrować wszystkie te kompozycje przy pomocy automatu perkusyjnego. Ciekawostką jest fakt, iż właściwie do samego końca byliśmy przekonani, że położymy tylko ślady gitar i klawiszy, na szczęście jednak wspomniany już Paweł z Bloodfeast sam od siebie zaproponował nam, iż jest w stanie zaprogramować nam te pieprzone bębny, co też skrzętnie uczynił. Wiesz, to była naprawdę ciężka sesja dla niego, nie dość bowiem, iż w ciągu dnia rejestrował Devilish Impressions i Bloodfeast, to dodatkowo całymi nocami siedział przy bębnach i partiach gitary basowej. Właściwie wspomnienie tej sesji nieodzownie przywołuje obraz Wołka z kurewsko przekrwionymi oczyma, w których jednak za każdym razem dało się dostrzec ogromną satysfakcję ze stworzonych przez niego rzeczy. Ostatecznie opuściliśmy jego domowe studyjko ze wszystkimi nagranymi instrumentami. Efekt jest, jaki jest, my jednak cieszymy się ogromnie, że na ówczesne warunki udało się nam zrobić aż tak wiele.

Po wszystkich tych doświadczeniach, zanim jeszcze przystąpiliśmy do pracy nad „Plurima Mortis Imago”, wiedzieliśmy, że materiał ten musimy nagrać z „żywymi” bębnami. Jakoś tak się złożyło, iż nawiązaliśmy dobry kontakt z Dragorem, zaprezentowaliśmy mu „Eritis sicut Deus...” po czym zapytaliśmy go, czy nie zechciałby uczestniczyć w naszych przyszłych nagraniach jako pełnoprawny członek zespołu. Dragor zgodził się właściwie od razu, pozostało zatem tylko czekać, aż wszyscy będziemy gotowi, by przystąpić do jego nagrań. Biorąc pod uwagę odległości jakie nas dzielą nie było to wszystko takie proste. Minęło trochę czasu, nim wszystko w pełni przygotowaliśmy, gotowy materiał w dwa miesiące opracowywaliśmy jeszcze z Adrianem po czym... z Dragorem zobaczyliśmy się dopiero w drodze do studio. Tak, tak.... wszystkie partie bębnów powstały dopiero na miejscu po uprzednim nagraniu „pilotów” gitar i części klawiszy! To naprawdę niesamowite, że Dragor podołał temu przedsięwzięciu, zważywszy fakt, iż „Plurima Mortis Imago” jest materiałem cholernie skomplikowanym technicznie, pełnym zmian tempa i połamanych struktur rytmicznych. Trzeba jednak przyznać, iż mało kto miał chyba okazję widzieć go aż tak często wkurwionego, rozżarzonego do granic możliwości. Były momenty, w których wolałem nie pokazywać mu się na oczy, wiedziałem bowiem, iż sama moja obecność doprowadzała go do granic nerwów. „(...) Kurrrrwaaa!!! Sami sobie, kurwa zagrajcie do tych, kurwa, pojebanych riffów! (...)” – ha, ha. Ostatecznie jednak, gdy wszystkie ślady bębnów zostały już zarejestrowane można było wyczuć wielką satysfakcję ich twórcy, bo to przecież nie lada wyzwanie, by zaaranżować całą perkusję kompletnie właściwie nie znając tak złożonego przecież materiału. Wszyscy jesteśmy cholernie dumni z tego, że to właśnie Dragor odpowiedzialny jest za niszczącą rytmikę „Plurima Mortis Imago”!!! Pomijając jego zdolności okazał się ponadto być człowiekiem, który idealnie dopasował się zarówno mentalnie, jak i charakterologicznie do reszty zespołu. Nie znam też drugiej osoby o takim poczuciu humoru, jakim dysponuje Dragor właśnie. Z pewnością jest to persona nie do podjebania – ha, ha!!! Szacunek!

Jakieś szczególne wspomnienia z pracy w studio nad materiałem „Plurima Mortis Imago”? Z tego co wiem, to przygody was nie omijały...

Oj, działo się tego sporo, naprawdę sporo... Mamy trochę materiału „live” całej tej sesji może więc kiedyś, przy okazji jakiegoś wydawnictwa DVD ujawnimy pewne jej szczegóły...

Niesamowitym przeżyciem było już samo uczestniczenie w procesie nagrywania bębnów Dragora, a także kilka przygód, związanych bezpośrednio z nim właśnie. To chyba taka najbardziej pozytywna część sesji, tym bardziej, że „studio”, w którym zaczęliśmy prace nad „Plurima Mortis Imago” samo w sobie miało kurewsko komiczny potencjał. Dosyć traumatycznym przeżyciem była chociażby niemożność cywilizowanego skorzystania z toalety, a jedynie ze starego – niczym z powojennych polskich filmów – wychodka, do którego już samo dojście zapewniało masę przygód wszelakich. Wiesz, po jakimś czasie wszyscy w pewnym stopniu przywykliśmy do tych niecodziennych warunków, byłoby jednak prościej, gdyby zwyczajnie, po, czy też w trakcie danego dnia sesji można by było skorzystać z w miarę rozsądnych warunków. To w ogóle okazało się wszystko jakimś wielkim nieporozumieniem, nie chcę jednak wracać do czegoś, co – na szczęście – dawno już za nami. Zastanawialiśmy się tylko czasami, czy po upływie kolejnych dni kilku nie zobaczymy któregoś z nas na traktorze w objęciach sołtysa – ha, ha. To takie małe „agro-wczasy”, których z pewnością nikt z nas nie zapomni.

Sesja „Plurima Mortis Imago”, poprzez niekompetencję kolesia, który nagrywał perkusję i wszystkie ślady gitar, a także z powodu jego nie wywiązania się z ustalonych wcześniej obowiązków odbywała się nieustannie jakby pod górkę. Wiesz, zamiast zwyczajnie mieć już całkowicie ukończony szkielet całości w postaci wyedytowanej już i wyrównanej sekcji rytmicznej – my wzięliśmy wszystkie te rozjebane, kompletnie nie posklejane tracki, z którymi pojechaliśmy do Arka Malczewskiego (Hendrix Studio) i musieliśmy się naprawdę sporo nakombinować, by umożliwić w ogóle dalszy proces nagrań klawiszy i wokali. Gdyby nie zobowiązania „Malty” wobec Behemoth cały ten materiał powstałby w Hendrix właśnie, co z pewnością ułatwiłoby znacznie całą tą sprawę. Niestety, ze względu na wspomniane zależności, zmuszeni byliśmy do odnalezienia jakiegoś innego rozwiązania, które ostatecznie kosztowało nas mnóstwo dodatkowych pieniędzy, stresu, nerwów i straconego niepotrzebnie czasu. Pewnym jest, iż w tej chwili, bazując na zebranych w tamtym okresie kurewsko przykrych doświadczeniach nikt z nas nie porwałby się na taki ruch właśnie, w tamtym okresie jednak była to jedyna wchodząca w grę opcja. Wyobraź sobie jednak, jak wszystko to było popierdolone, skoro jeszcze po całej sesji u „Malty”, miast spokojnie zająć się miksami materiału, my zmuszeni byliśmy pracować dopiero nad edycją tegoż!!! Wszystko, kurwa, nie po kolei! Przeszło dwa tygodnie, wraz z Wojtkiem Kostrzewą (Asgaard, Hermh, Luna Ad Noctum) poświęciliśmy na edycję samych bębnów, by w ogóle niektóre ich partie uczynić przynajmniej w miarę słyszalnymi! Poprzez niewłaściwe omikrofonowanie perkusji nie było bowiem słychać żadnych talerzy, natomiast pozostałe ścieżki to już jakaś kompletnie niezrozumiała „hydro-zagadka”, której nawet sam autor – jak się przecież okazało – podołać nie był w stanie... Wojtek wykazał naprawdę nadludzką cierpliwość, tym bardziej, iż pracował ze świadomością, że poprawia nie swoje błędy; chujowe niedopatrzenia, które zwyczajnie miejsca mieć nie powinny...

Reasumując – cieszymy się ogromnie i wielce jesteśmy wdzięczni, iż w sesji tej maczały palce tak uznane osobistości, jak Arek Malczewski, Sławek i Wojtek Wiesławscy, czy Wojtek Kostrzewa właśnie, bo to dzięki nim udało się uratować potencjał „Plurima Mortis Imago”!!!

Czy Devilish Impressions ma jakiś szczególny sposób nagrywania, pytam tutaj o swoistą rytualizację tego procesu, czy może też bliżej wam do rzemieślników dźwięku?

Wiesz, podczas gdy proces komponowania można jeszcze opatrzyć swoistą – jak mówisz – rytualizacją, sama rejestracja przygotowanego materiału jest już zajęciem typowo rzemieślniczym, skupiasz się bowiem wówczas na tym, by wszelkie powstałe wcześniej pomysły zwyczajnie nagrać w sposób jak najlepszy. Troszkę inaczej ma się to w odniesieniu do samych wokali; tutaj od zawsze – także w przypadku Asgaard – najważniejsze jest dla mnie osiągnięcie możliwie najbardziej przekonywującej ekspresji, cóż bowiem warte najlepiej nawet zaśpiewane, czy wykrzyczane partie, kiedy nie ma w nich serca i odpowiedniego ładunku emocji?

Devilish Impressions to nie tylko muzyka, to także teksty. Zauważalne jest, że przykładacie dużą uwagę do sfery lirycznej. Nośnikiem jakich treści jest dla was słowo?

Wolałbym, aby w odpowiednim czasie owe treści interpretowane były przez samych odbiorców. Zdaję sobie sprawę z tego, iż to wszystko potrwa jeszcze z pewnością czas jakiś zanim płyta znajdzie się na sklepowych półkach, jednak mimo wszystko obstawałbym przy tej opcji, żeby to właśnie potencjalny odbiorca wykazał wolę interpretowania tychże treści. Wystarczy powiedzieć, że jest w tych tekstach bunt, chaos i wyuzdanie, że zabarwione są one iście apokaliptycznym przesłaniem, a także, iż w kontekście ich wydźwięku wielu religijnych ortodoksów raczej wolałoby widzieć nas na jakimś elektrycznym krześle aniżeli spokojnie stąpających po tym świecie... Teksty te są w dużej mierze pochwałą indywidualności, a także stawania poza barierami nakreślonymi przez samokontrolujące się społeczności. Dla wielu z pewnością dosyć obrazoburcze momentami przybierają formę bezpośredniego wyzwania. Jak już wspomniałem, nadejdzie czas – mam nadzieję – gdy każdy będzie mógł wyrazić swoją osobistą opinię na temat tekstów „Plurima Mortis Imago”, póki co zachęcamy do lektury liryk, jakie towarzyszyły „Eritis sicut Deus...” (do wglądu na naszej stronie w wersji zarówno anglo, jak i polsko-języcznej). Już niedługo zamieścimy tam także teksty do numerów z „Plurima Mortis Imago”, jakie prezentujemy na stronie w postaci MP3; będzie to zatem taka namiastka tego, co – mam nadzieję – z czasem wszyscy poznacie.

Ideologicznie Devilish Impressions jest podbudowany jakimi treściami? Znajdujecie w nim katalizator dla tłumionego we wnętrzu swym gniewu?

Myślę, że nie tylko dla gniewu lecz dla każdego uczucia, jakie gdzieś tam skrywa się wewnątrz mnie. Możliwość podzielenia się z innymi swoimi odczuciami względem zjawisk wszelakich uważam za tak samo istotną, jak samą warstwę muzyczną, dlatego też za każdym razem z wielkim namaszczeniem przygotowuję wszelkie teksty. Uważam, iż w przypadku Devilish Impressions wraz z muzyką tworzą one nierozerwalną całość, podobnie z resztą, jak wszelkie zdjęcia czy oprawa graficzna. Zawsze chciałem, by potencjalny nabywca jakiegokolwiek z naszych „produktów” mógł cieszyć się każdym elementem stworzonej przez nas mozaiki, by nasza płyta w czyichś rękach absorbowała możliwie najwięcej zmysłów. M.in. z tego powodu zdecydowaliśmy się tym razem na przygotowanie imponującego, bo aż 20-stronicowego (sic!!!) booklet'u, wszystko po to, by ewentualny odbiorca wszedł w posiadanie wydawnictwa ze wszech miar wyjątkowego. Oczywiście – najlepsze nawet teksty, czy graficzna oprawa nie są w stanie obronić niskich lotów skomponowanych dźwięków, nieskromnie jednak uważam, że muzyka z „Plurima Mortis Imago” do takowych nie należy.

Wracając do muzyki, przejdę do pytania o to, jak wygląda sprawa koncertowania? Nowe utwory aż się proszą, żeby je zaprezentować na żywo...

Jesteśmy dokładnie tego samego zdania i między innymi z tego właśnie powodu pokusiliśmy się o poszerzenie składu Devilish Impressions. Opracowaliśmy już dość szczegółowo set koncertowy, w razie jakichkolwiek opcji ściągamy tylko Dragora do Londynu, kilka prób i... jazda!!! Prawdę powiedziawszy nie możemy się doczekać, kiedy to w końcu dane nam będzie podzielić się z ludźmi energią „Plurima Mortis Imago”. Wśród nowych kompozycji faktycznie znalazło się kilka takich, których sceniczne odegranie jest jak najbardziej pożądane, których prezentacja z pewnością dałaby nam jeszcze większą satysfakcję od tej, jakiej doświadczamy słuchając ich z płyty. Byliśmy już o krok od zagrania w ramach Black Diamonds Tour 2006, naprawdę fajnej trasy, na której mieliśmy support'ować Abused Majesty, Luna Ad Noctum, Asgaard oraz Hermh. Niestety, z przyczyn od nas niezależnych cały misterny plan – brzydko mówiąc – poszedł się jebać, jest jednak opcja, iż być może zagramy wszystkie te sztuki jeszcze jesienią tego roku. Jak będzie? Zobaczymy... Miejmy nadzieję, iż tym razem wszystko dojdzie do skutku!!! Jeżeli wszystko ułoży się pomyślnie to są także duże szanse, iż wcześniej zagramy kilka koncertów na terenie Wielkiej Brytanii.

Skądinąd wiem, że „Plurima Mortis Imago” ma dobry odbiór, choć w obecnej sytuacji materiał ten jest trudnodostępny... Jakie są wasze oczekiwania względem tego albumu?

Trudno mówić o jakichkolwiek oczekiwaniach w momencie, w którym nie wiemy nawet czy, kiedy i dzięki komu płyta ta się ukaże... Faktem jest, iż materiał ten ma w sobie ogromny potencjał, co dostrzegło póki co naprawdę sporo osób. Problem jednak w tym, iż w pewnym sensie mamy na dzień dzisiejszy jakby związane ręce; jesteśmy trochę jak zespół widmo, które – pozornie istniejąc i mając się dobrze – ze względu na rozmaite okoliczności za żadne skarby nie chce ujawnić swojego oblicza. Mam jednak nadzieję, że ten stan rzeczy w końcu ulegnie zmianie, dla nas samych także jest bowiem frustrujące występowanie w charakterze przysłowiowej „marchewki na kiju”. Jedyne, czego oczekujemy, to wszystkich Was cierpliwości...

Niedawno z zespołem rozstał się Adrian Nefarious, czy możecie zdradzić powody jego odejścia? Czy już wiadomo, kto go zastąpi?

Adrianowi podziękowaliśmy za współpracę z dość obiektywnych powodów - nie widzieliśmy przyszłości Devilish Impressions mając go w naszych szeregach. Oczywiście, jesteśmy mu wdzięczni za pomoc w nagraniach „Plurima Mortis Imago”, za współtworzenie historii zespołu, jednak perspektywa dłuższej z nim współpracy raczej nie miała szans przetrwania. Myślę, że zwyczajnie nie pasujemy do siebie mentalnie; cechuje nas dość rozbieżny sposób pojmowania świata, zarówno na płaszczyźnie duchowej, jak i czysto – że tak to określę – ludzkiej. Jednocześnie życzymy mu powodzenia i sukcesów w jego macierzystym zespole!

Zastanawia mnie jeszcze tylko jedna kwestia, a mianowicie wasze plany na przyszłość. Uchylicie nieco rąbka tajemnicy i opowiecie chociaż o swoich najbliższych planach?

Jak już mówiłem – trudno mieć jakiekolwiek sprecyzowane plany w sytuacji, w której nie wiemy jeszcze, kto będzie reprezentował Devilish Impressions w najbliższej przyszłości.

„Plurima Mortis Imago”, chociaż ukończona w listopadzie ubiegłego roku, trafiła w nasze ręce dopiero na początku roku 2006! W międzyczasie, zanim ostatecznie dane nam było wejść w posiadanie całkowicie skończonego produktu, doświadczyliśmy wszyscy naprawdę wielu, częstokroć średnio przyjemnych przygód. Przez to wszystko dopiero stosunkowo niedawno rozesłaliśmy ten materiał tu i ówdzie i - póki co - czekamy...

Na koniec pozwólcie, że pogratuluję wam udanej płyty i podziękuję w imieniu naszych Czytelników za wywiad.

To ja w imieniu całego Devilish Impressions dziękuję za możliwość wypowiedzenia się na łamach Via-Nocturna!!! Musisz wiedzieć, iz jest to dla nas ogromny zaszczyt, tym bardziej, iż jest to absolutnie pierwszy wywiad, jakiego udzielam pod szyldem tegoż tworu. Mam jednocześnie nadzieję, że w przyszłości dane nam będzie porozmawiać nie raz jeszcze!

Pragnę także zaprosić wszystkich do odwiedzania naszej strony internetowej, gdzie – oprócz wielu informacji dotyczących zespołu, recenzji, zdjęć czy tekstów – znajdziecie także dwie kompozycje z „Plurima Mortis Imago” i jedną z „Eritis sicut Deus...”. Zapoznajcie się z nimi, powinny bowiem nakreślić jakiś mglisty chociaż obraz tego, czym uraczyć Was wkrótce zamierzamy!!! Diabelskie pozdrówka!!! www.devilish-impressions.com

Serpentor, Ia

Devilish Impressions Official Website www.devilish-impressions.com
WYWIAD AUTORYZOWANY
03.05.2006
Via-Nocturna, www.via-nocturna.tk