DEVILISH IMPRESSIONS
WYWIAD DLA THE NOCTURNAL BATTLE OF CHARIOTS
METAL AND ART WEBMAGAZINE

Devilish Impressions to nazwa tylko z pozoru młoda wszak pomysł na kapelę tego rodzaju zrodził się już w 1998 roku. "Plurima Mortis Imago" nie zawodzi jednak pod żadnym względem i słychać, że te 8 lat nie było wcale takich jałowych, jakby się mogło zdawać. Postanowiłem pomęczyć trochę Quazarre i wydobyć z niego, to co się dało na temat jego nowego zespołu, zahaczając nieznacznie o inne kwestie. Zresztą, co ja się będę tłumaczył - czytajcie lub spadajcie...

Witaj Quazarre! Debiut Devilish Impressions stał się wreszcie faktem, więc pewnie w zespole zapanowały nastroje najbliższe uldze, satysfakcji i dumie, czyż nie? Opowiedz o uczuciach jakie towarzyszyły Wam tuż po premierze...

Witaj!!! Przede wszystkim pewien rodzaj ulgi, swego rodzaju spełnienia, jakie chyba odczuwa każdy, kto kiedykolwiek doczekał się oficjalnej premiery swej twórczości. Wiesz, nie chcę zbytnio wnikać w szczegóły, ale uwierz mi, że dla nas miało to szczególny wymiar ze względu na trudności, jakie napotkał proces tworzenia i późniejszej rejestracji "Plurima Mortis Imago".

Powiedz, co sprawiło, że "Plurima Mortis Imago" ukazuje się tak późno?

O tym właśnie częściowo wspomniałem w poprzedniej odpowiedzi... Można powiedzieć, że zaczęło się to wszystko od momentu, w którym zmuszeni zostaliśmy przesunąć sesję nagraniową. Jak się okazało, mieliśmy tego zajebistego pecha pracować z gościem, który - mimo dobrej znajomości swojego fachu - kompletnie nas zignorował, co w efekcie zaowocowało różnego rodzaju, mnożącymi się później nieustannie problemami natury technicznej. Już na samym wstępie straciliśmy przez niego grubo ponad miesiąc, by potem kolejne tygodnie poświęcić na edycję spierdolonych bębnów. Wyobraż sobie, że podczas nagrań były one tak źle omikrofonowane, że podczas ich późniejszej edycji nikt nie był w stanie w jakikolwiek sposób nad tym wszystkim zapanować. Tam, gdzie miał być np. werbel słyszałeś stopy bądź przejściówki, uderzeń talerzy z kolei trzeba było się bardziej domyślać, podobnie zresztą jak i pozostałych śladów. Nie, naprawdę nie chcę po raz kolejny zagłębiać się w szczegóły, bo to za każdym razem cholernie podnosi mi ciśnienie. Sprawy nabrały właściwego obrotu dopiero wówczas, gdy spotkaliśmy się z Arkiem Malczewskim, Wojtkiem Kostrzewą i braćmi Wiesławskimi i chyba o nich i o współpracy z nimi wolę myśleć w tym momencie... Niestety, to nie koniec problemów z tą płytą. Gdy już całość była praktycznie w pełni gotowa, zamiast połowy września mieliśmy już listopad! Ponieważ nie mieszkamy obecnie w Kraju doszła do tego kwestia zaaranżowania przesyłki wszystkich płyt, jakie przeznaczyć mieliśmy na wysyłkę do potencjalnych wydawców. Pomijam już kwestię druku okładek, bo i z tym nie mogło się obyć bez opóźnienia, o wiele jednak większą zwłokę spowodował nikt inny, jak... no właśnie... niemieccy celnicy z okolic Frankfurtu! Płyty, jakie mieliśmy odebrać w Londynie zostały przez nich skonfiskowane pod zarzutem przemytu!!! Nie muszę chyba mówić, jak wielkie spowodowało to w nas wkurwienie?! Po tak długim czasie i po niezliczonych problemach spowodowanych głównie przez wspomnianego wcześniej osobnika, chwila, w której mieliśmy w końcu cieszyć się wszyscy pozytywnym finałem całego tego gówna została nagle brutalnie nam odebrana! Powiedz, czy trudniej jeszcze o bardziej depresyjną kropkę, nad i tak już zasranym "i"? Na szczęście, cała ta sytuacja wzbudziła w nas dodatkową motywację, dzięki której następnego dnia Turquoissa i ja byliśmy już we Frankfurcie. Tam, po bezowocnych próbach dowiedzenia się, co się właściwie stało z naszą paczką i po wielu upokorzeniach ze strony tych jebanych celników wylądowaliśmy w końcu w tamtejszym głównym urzędzie celnym gdzie po wielu godzinach sprawę udało się nam jakoś wytłumaczyć (swoją drogą dziwne, że nawet na samym przejściu granicznym nie zdołaliśmy uzyskać jakiejkolwiek pomocy ze strony naszych mundurowych, którzy - jak się okazuje - pilnując granic naszego Kraju z Niemcami nie potrafią nawet porozumieć się w ich języku). Niestety, ze względu na istniejące procedury, paczki z płytami nie mogliśmy ot tak po prostu zabrać ze sobą, oczekiwanie przedłużyło się więc o kolejny miesiąc. Gdy już płyty trafiły w końcu w nasze ręce - zajęło oczywiście trochę czasu rozesłanie materiału do różnych wytwórni, później z kolei świadomie wyznaczyliśmy wspólnie z Conquer Records termin wydania na koniec września 2006, bo nie jest przecież tajemnicą, że najgorsze co można zrobić, to wypuścić płytę w okresie np.wakacyjnym. Uff, to chyba tyle w naprawdę ogromnym skrócie. Mam nadzieję, że ta wypowiedź nie zniechęciła czytelników NBC do dalszej lektury... Z drugiej strony, to przecież idealny temat na jakąś opowieść sensacyjną. Wierzę, że gdyby odpowiednio rozwinąć ten temat, to i samego Dan'a Brown'a moglibyśmy wpędzić w zakłopotanie - hehe. Najważniejsze, że to już za nami!

Uff, no to sie facet wygadał, hehe. Wydawać by się mogło, że wszystko zostało powiedziane, ale tak dla uściślenia, zanim skupimy się na szczegółach - DI to jeszcze projekt czy już samodzielny band?

Zdecydowanie samodzielny i działający w pełni swej świadomości zespół z prawdziwego zdarzenia!

Skąd w ogóle pomysł powołania do życia Devilish Impressions? Czyżby chęć wyjścia poza obszary reprezentowane przez macierzyste kapele i realizacja własnych pomysłów?

Wiesz, tutaj tak naprawdę trudno mówić o działalności Devilish Impressions w kategorii wyłącznie jakichś tam chęci wyjścia poza muzyczne obszary macierzystych zespołów, ponieważ prawda jest taka, że grupę tą założyłem jeszcze przed moim przystąpieniem w szeregi Asgaard. Devilish Impressions oficjalnie istnieje od roku 2000, my jednak spotykaliśmy się już pod tym szyldem jakieś dwa lata wcześniej, tworząc w pewnym sensie na gruzach kapel, w jakich udzielałem się w przeszłości.

Wcześniej o DI wiadomo było tylko tyle, że to "sajdzik" muzyków Asgaard oraz Luna Ad Noctum. Zdejmij tę tajemniczą otoczkę i dla świętego spokoju wyznaj, jakie to persony kryją się za, wymyślonymi na potrzeby DI, ksywkami...

Przede wszystkim powinienem zacząć od uzmysłowienia faktu, iż Devilish Impressions nigdy nie był wyłącznie projektem muzyków wspomnianych przez Ciebie zespołów. Owszem, ja śpiewam w Asgaard, Dragor i Adrian grają w Luna Ad Noctum, jednakże nikt oprócz mnie, Turquoissy i Starash'a nie miał wpływu na oblicze tak muzyczne, jak i liryczne Devilish Impressions. My - jak każdy inny zespół - potrzebowaliśmy zwyczajnie kogoś, kto byłby w stanie pomóc nam w odegraniu partii instrumentów, na których sami nie gramy bądź nie potrafimy zagrać. I w tym właśnie rzecz cała. Wyłącznie ze względu na fakt, iż od dobrych paru lat w taki czy inny sposób działamy na tej scenie - mieliśmy przez cały ten czas sposobność zapoznania się z pewną grupą osób, jaka jest w stanie wesprzeć nas w realizacji wizji Devilish Impressions. Co do zaś tajemniczej otoczki, uznaliśmy, iż raczej słabo by to wyglądało, gdyby na potrzeby zespołu parającego się tego typu muzyką posługiwać się zwyczajnie imieniem i nazwiskiem. Mimo wszystko wciąż uważam, że muzyka zawierająca w sobie dość spory ładunek emocjonalny zaczerpnięty z gatunku black metal wręcz wymaga odpowiedniej oprawy nie tylko lirycznej, lecz i wizualnej. OK, o mnie, Dragorze i Adrianie już wiesz.... Starash to długoletni przyjaciel, gitarzysta, z którym grałem jeszcze w poprzednim zespole (Autumnal Breath Of The Moonlight Serenade), a Turquoissa to moja żona, w Devilish Impressions odpowiedzialna za partie instrumentów klawiszowych oraz sporą część organizacyjną zespołu. Jest w tej chwili z nami jeszcze ktoś nowy, ale o tym może za chwileczkę.

Przemku, w Asgaard byłeś odpowiedzialny tylko za sferę wokalną - tym razem słuchacz ma okazję poznać także Twoje pozostałe umiejętności. Czy faktycznie wszystkie pomysły aranżacyjne wyszły od Ciebie? No i dlaczego dopiero teraz dowiadujemy się o tym, że także gitara nie jest Ci obca?;)

Na gitarze gram od jakichś 14 lat i jest to bez wątpienia instrument, który od zawsze praktycznie uwielbiałem. Dlaczego nic o tym nie wiedziałeś? Może dlatego, że od roku 1998 właściwie kojarzony jestem wyłącznie jako wokalista, nigdy wcześniej bowiem nie grałem w zespołach, jakie odniosły trochę większy, aniżeli lokalny tylko sukces. Tak naprawdę, to początkowo plan był taki, bym w Asgaard objął posadę nietylko "gardłowego", ale i gitarzysty właśnie jednak w tym przypadku zdecydowanie postanowiłem skupić się wyłącznie na ścieżkach wokalnych. Devilish Impressions to w ogromnej mierze mój zespół, bo to ja tworzę znaczną część muzyki tegoż, wszystkie teksty i generalną jego koncepcję. Aranżacje to już raczej kwestia zespołowa, sporo bowiem rzeczy składaliśmy wespół z Turquoissą i Starash'em a i Adrian czy Dragor w momencie odgrywania własnych partii siłą rzeczy nadawali przecież poszczególnym kompozycjom ostatecznego kształtu.

Wspominałeś coś, że nowym członkiem DI został Icanraz (Abused Majesty, Hermh). Powiedz, jak on zamierza pogodzić działalność w tylu zespołach? Chciażby podczas nadchodzących koncertów: waszej trasie europejskiej z Aeternus i krajowym Torment Tour, gdzie gra jego Hermh - terminy niemalże idealnie się pokrywają...

Tak, to prawda! Icanraz jest na chwilę obecną nowym bębniarzem Devilish Impressions lecz póki co - jak z resztą mogliśmy się już przekonać - jego działalność w kilku innych zespołach nie przeszkodziła bezpośrednio w krucjacie naszego tworu. Wiem natomiast, że z powodu zbiegnięcia się wspomnianych przez Ciebie terminów to właśnie Hermh był zmuszony znaleźć sobie czasowe jego zastępstwo. Mam teraz tylko nadzieję, że Bart & Co nie mają nam tego za złe:) Jednocześnie mamy świadomość tego, że Icanraz zawsze będzie miał określone priorytety, jak chociażby jego macierzysty Abused Majesty i po prostu wiemy, że kiedyś i nasze drogi mogą się zwyczajnie rozejść. Nikomu nie jest przecież na rękę ustawiczne dzielenie się muzykami, czy w konsekwencji jakikolwiek potencjalny konflikt interesów. Nie wiem, na dzień dzisiejszy jesteśmy dobrej myśli. Mamy nawet zabookowane już jakieś nowe daty, jakie wspólnie z Icanrazem zagramy w lutym, m.in. z nagrywającym dla Roadrunner'a duńskim Illdisposed. Co będzie dalej? Przyszłość pokaże...

Jaki los spotkał Adriana i Dragora? Dlaczego już nie ma ich w zespole? Jesteście zadowoleni z ich pomocy? Co oprócz oczywistego pierwiastka brutalności wprowadzili do muzyki DI?

Jak już wcześniej wspomniałem - muzyka i cały koncept "Plurima Mortis Imago" gotowe były na długo przed przystąpieniem do nas Dragora i Adriana trudno zatem mówić o wprowadzeniu przez nich do naszej twórczości pierwiastka brutalności, czy czegokolwiek innego. Czy natomiast jesteśmy zadowoleni z ich pomocy? Jak najbardziej! To przecież m.in. dzięki nim właśnie udało się nam zrealizować powstałe wcześniej i skrupulatnie dopracowywane pomysły!!! Dlaczego nie ma ich już w zespole? Hm, z Adrianem rozstaliśmy się rok temu z uwagi na pewne różniące nas kwestie, natomiast z Dragorem sprawa wyglądała tak, że nie był on w stanie w obliczu dość poważnie się zapowiadających perspektyw zespołu zapewnić nam 100-procentowej gwarancji uczestnictwa w potencjalnych trasach koncertowych. Cóż, takie życie... Szkoda, bo bądź co bądź przeżyliśmy wspólnie wiele naprawdę zajebistych chwil. Przy okazji zaś pozwolę sobie wspomnieć, iż od jakiegoś czasu Starash odpowiedzialny od początku istnienia zespołu za drugą gitarę gra teraz w Devilish Impressions na basie, jego zaś obowiązki przejął ktoś kryjący się pod pseudonimem Armers!

Wnioskuję z tego, że już ciężko mówić teraz o DI jako o projekcie członków Asgaard i LAN. Czy to jednak wytwórnia zdecydowała, żeby dalej posługiwać się tym chwytem?

Prawdą jest, że nie ma już w szeregach Devilish Impressions muzyków Luna Ad Noctum, co nie zmienia przecież faktu, że płyta została nagrana przy udziale tychże.

No i wyjaśnij, dlaczego DI jest określany mianem zespołu polsko-brytyjskiego? Czyżbyście emigrowali na wyspy w poszukiwaniu lepszego jutra?

Tak, razem z Turquoissą od sześciu już lat mieszkamy w Londynie, tutaj - od lat czterech - przebywa też Starash i tutaj wreszcie poznaliśmy i przyjęli do składu nowego gitarzystę - Armers'a. Jedynym członkiem Devilish Impressions, który zasila nasze szeregi bezpośrednio z Polski jest wspomniany wyżej Icanraz.

W DI podtrzymujecie znaną z histori Asgaard tradycję tytułowania krążków w języku łacińskim. Na ostatnim albumie zrobiliście wyjątek, ale czy właśnie za sprawą "Plurima Mortis Imago" nie wracacie czasem do tego zwyczaju? Co takiego istotnego jest w tym języku, że z niego korzystacie?

Łacina ma w sobie pierwiastek pewnej magii, jakiej próżno szukać w innych językach. Nie znaczy to, że powiedzmy użycie języka polskiego czy angielskiego jest wyborem gorszym, po prostu przy okazji tej płyty tytuł "Plurima Mortis Imago" wydawał się być szyldem najbardziej odpowiadającym generalnemu jej przesłaniu. Albumy Asgaard, o których wspominasz, to nierozerwalny tryptyk, którego jedną z charakterystycznych elementów łączących były m.in. łacińskie tytuły właśnie. Czy Devilish Impressions wraca do tego zwyczaju? Wiesz, trudno w tej chwili powiedzieć, bowiem nie mam jeszcze jasno sprecyzowanej wizji kolejnego naszego materiału. Jeżeli uznamy, iż jego zawartość po raz kolejny wymaga zastosowania łaciny, to tak właśnie zrobimy.

Będąc w temacie: co to za długi łaciński tytuł, ktory pojawia się w waszej biografii? Wygląda mi to na jakiś materiał demo, ale wolę byś pozbawił mnie wątpliwości...

"Eritis sicut Deus; Verbum Diaboli Manet In Aeternum; Vox Vespertilio Act I - Moon Var Dies Irae" to nasze pierwsze dziecko, dzięki któremu zaistnieliśmy w świadomości metalowego światka. My dalecy jesteśmy od klasyfikowania tego materiału w kategorii demo, jednocześnie - ze względu na raczej słabą jego produkcję nie nazwalibyśmy go także płytą, mimo, iż mogłaby to sugerować jego czasowa zawartość. "Eritis sicut Deus..." jest osobliwym udokumentowaniem szalonych czasów, w jakich rodziły się tamte dźwięki i słowa, jest obrazem magii, jaka doprowadziła nas do podjęcia tego pierwszego, najważniejszego kroku. Materiał tworzą 3 cholernie rozbudowane kompozycje, połączone ze sobą dark/ambientowymi interludiami. Dzięki zastosowaniu tego zabiegu ma się wrażenie bycia świadkiem pewnej nierozerwalnej, skrzętnie zaplanowanej całości. Materiał ten nagraliśmy w domowym studio Pawła Wołczyka, znanego z działalności w death metalowym Bloodfeast. On też nagrał wszelkie słyszalne tutaj partie basu, jak również zaprogramował instrumenty perkusyjne. "Eritis sicut Deus..." zostało rozprowadzone w bardzo niskim nakładzie i jest w tej chwili niedostępne. Być może w przyszłości zamieścimy go gdzieś jako materiał bonusowy, w tej chwili natomiast zapraszam do zapoznania się z jednym z kawałków z tamtego okresu do ściągnięcia z naszej strony.

Dobra, zostawmy sprawy marginalne tam gdzie ich miejsce... W recenzji sugerowałem, że do powstania DI przyczyniła się trasa z Luna Ad Noctum oraz Hermh, jaką odbyliście w 2004 roku. Jak się okazało chybiłem (tak to jest, jak się nie czyta notek od wydawcy;). Powiedz, na jakim etapie byliście wówczas?

W tamtym okresie napisana już była spora część tego, co znalazło się później na "Plurima Mortis Imago". Poza tym, jadąc w tą trasę wiedzieliśmy już, że rzeczoną płytę nagrywać będzie z nami Dragor. Można powiedzieć, że w jakimś sensie Black Diamonds Tour przyczyniła się do zaadoptowania w szeregi Devilish Impressions Adriana, który właśnie wtedy otwarcie wyraził chęć współudziału w naszym przedsięwzięciu.

Muzyka DI należy do grona odważnych i starających się docierać w nieznane dotąd rejony muzycznego wszechświata. Ale czy faktycznie uważacie się za kapelę awangardową, jak sugeruje wydawca? To dość rozległe pojęcie, które może odstraszyć bądź nie, wielu potencjalnych fanów, więc przedstaw swoje zdanie na ten temat...

Czy jesteśmy kapelą awangardową? Myślę, że tak, ponieważ trudno mimo wszystko dźwięki tworzone przez Devilish Impressions poddać jednoznacznej klasyfikacji, trudno upchnąć je w jedną, konkretną gatunkowo niszę. Zgodzę się z tym, że jakby wiodącymi elementami naszej twórczości są bez wątpienia te mogące kojarzyć się z black, czy death metalem, jednak nie sposób pominąć też wielu innych, częstokroć zahaczających o stylistykę thrash czy nawet heavy. To właśnie nagromadzenie tak stylistycznie odrębnych środków wyrazu może powodować czasem - o czym zdążyliśmy się już przekonać - pewnego rodzaju utrudnienie odbioru "Plurima Mortis Imago", słuchacza, który zechce wyrazić pełną o płycie tej opinię zmusza bowiem do głębszego jej poznania, do wielokrotnego jej przesłuchania, co w konksekwencji jednak umożliwia stopniowe odkrywanie ukrytych tu i ówdzie detali. Nie obawiam się o utratę potencjalnych fanów, wierzę bowiem, iż sporo jest takich, którzy poszukują w muzyce czegoś nowego, nieoczekiwanych aranżacji, unikalnej atmosfery etc. Inną rzeczą jest, że w moim pojęciu awangardy nie chodzi o to, by na siłę starać się być tworem ze wszech miar oryginalnym, ale by treść poszczególnych kompozycji podana była w niebanalnej, acz ciekawej i porywającej formie.

Zakotwiczyliście w Conquer - czy to jedyna firma, która złożyła Wam propozycję? W sumie to chyba nie możecie narzekać, bo lista "selling points" jest naprawdę imponująca.

Propozycji mieliśmy kilka, aczkolwiek ta, jaką otrzymaliśmy od Conquer Records okazała się po prostu najlepsza. Sprawę ułatwił fakt, iż z Tomkiem, właścicielem wytwórni, przyjaźnimy się od dobrych kilku lat, w związku z czym obie strony wiedziały doskonale jakie mogą być konsekwencje podpisania takiej umowy. Zanim to nastąpiło rozważaliśmy wszelkie za i przeciw, konfrontowaliśmy je z ofertami innych i wspólnymi siłami ustalaliśmy potencjalną linię programową naszego paktu. Narzekać z pewnością nie mamy na co, ponieważ Conquer Records odwala dla nas kawał porządnej roboty, a my robimy wszystko, by i nasze względem stajni tej zobowiązania wypełniać możliwie najefektywniej. Wbrew bowiem pozorom nic nigdy nie działa na zasadzie takiej, że to jedna tylko strona ponosi winę za ewentualne niepowodzenia. Owszem, sytuacje takie moga się zdarzyć, jednak to w interesie zarówno zespołu, jak i wytwórni leży możliwie najszybsze znalezienie tego "złotego środka", wypracowanie systemu, w którym obu stronom pracuje się nie tylko komfortowo, ale i wydajnie.

Póki co najwięcej zamieszania mogą wywołać oczywiście koncerty. Pierwsza trasa tuż przed Wami - ruszacie z Aeternus na podbój Europy, ale już na początku 2007 roku na tournee po Anglii i Irlandii zabiera Was nie kto inny, jak Behemoth. Nie ma co ukrywać - takiego startu nie ma co druga kapela! Jakieś szczegóły na temat tej drugiej wycieczki?

W chwili obecnej wspomniana trasa europejska jest już za nami. Wróciliśmy jako zwycięzcy, pełni cholernie miłych wrażeń, bogatsi w nabyte doświadczenia i nieśmiertelne wspomnienia każdego z tamtych dni i nocy. Nikt z nas nie spodziewał się chyba, że trasa ta przebiegać będzie w tak przyjaznej, braterskiej wręcz atmosferze. Być może dzięki temu właśnie każde nasze wyjście na scenę była niczym istna eksplozja nieposkromionej, niszczącej energii. Wszędzie mieliśmy naprawdę świetne przyjęcie, kilka razy proszono nas nawet o zagranie bis'a. Cholernie nobilitujące były też ekstremalnie pozytywne opinie ludzi z Aeternus i pozostałych zespołów. Wspomniana trasa z Behemoth odbędzie się najprawdopodobniej jesienią 2007 ponieważ w chwili obecnej Ner i jego załoga nagrywają właśnie nowy album. W zamian jesteśmy potwierdzeni jako bezpośredni support przed Marduk na wszystkich ich datach w Rosji, na Białorusi i Ukrainie wiosną tego roku. Trasa ta również miała się odbyć w styczniu jednak - ze względu na personalne roszady w składzie Marduk - została przesunięta na marzec lub kwiecień.

Co z gigami w kraju? Czy planujecie jakąś ojczyźnianą objazdówkę lub ewentualnie pojedyczne sztuki? Black Diamonds Tour niespodziewanie okazał się strzałem w dziesiątkę, więc może coś w tym rodzaju?

O tak, zdecydowanie. Widzisz, my już chyba conajmniej dwukrotnie przymierzaliśmy się do kolejnej edycji Black Diamonds Tour, ale z uwagi na wiele napotkanych po drodze przeszkód trasa ta nie doszła do skutku. Bardzo chcielibyśmy zagrać dla rodzimej publiki i zrobimy wszystko, by pojawić się w Kraju jeszcze w tym roku. Mamy nawet wstępne odnośnie tego założenia, ale o tym dopiero, jak uda się nam je zrealizować. Póki co zdradzić mogę tylko tyle, iż chcielibyśmy zagrać w 7 - 10 większych miastach Polski późną jesienią br, pod warunkiem oczywiście, że i tym razem nie pojawią się jakieś wielce niesprzyjające nam okoliczności...

Skoro o planach mowa, zdradź proszę, co teraz będzie się działo z Asgaard... Podczas mojej rozmowy z Wojtkiem okazało się, że w rachubę wchodzi nawet zawieszenie działalności i faktycznie, póki co, oprócz kilku koncertów niewiele się dzieje... Usłyszymy jeszcze nową płytę Asgaard?

Płyta będzie, aczkolwiek trudno nam w tej chwili określić przybliżony nawet termin jej nagrania. Rozmawiałem kilka dni temu z Bartkiem na temat przyszłości zespołu i póki co mogę powiedzieć tyle, że fani Asgaard mogą być spokojni. Prawdą jest, iż nieco frustrujące może być to, że za każdym razem pojawiają się zmienne informacje z naszego obozu, wynika to jednak z faktu, że od czasu wydania "EyeMDX-tasy" sporo się pozmieniało w życiu osobistym każdego z nas. W tej chwili jest to fizycznie niemożliwe ze względu na nawał ciążących nad nami obowiązków, tak prywatnych, jak i zawodowych. Za kilka miesięcy jednak coś w tym temacie powinno się nareszcie zmienić.

Na "PMI" znalazło się miejsce dla videoclipu do ostatniego na krążku utworu "SataniChaoSymphony"... Obraz może nie jest czymś oryginalnym, ale klimat ma bardzo do muzyki DI pasujący. Mrok, obłęd, dragi, wizje, urojenia - jest tego sporo, ale to chyba jedna z możliwych interpretacji tekstu do tego kawałka, prawda? Jest szansa, że ten klip wejdzie na wizję jakiejś muzycznej stacji?

To już niestety nie od nas zależy. Z tego, co się orientuję to Conquer Records rozesłał ten klip do kilku stacji, trudno mi jednak powiedzieć, czy doszło do jakichś konkretnych ustaleń. Teledysk ten na pewno znajdzie się na kompilacji DVD, nad jaką pracuje właśnie nasz wydawca. Poza tym już niedługo zamierzamy zamieścić go na naszej stronie i kilku innych internetowych portalach. Co do jego treści, Twoja interpretacja tychże jest jedną z wielu, z jakimi się do tej pory zerknęliśmy, co tylko świadczy o tym, jak różnie można rozpatrywać przedstawioną w określonej konwencji tematykę. "SataniChaoSymphony" jest utworem nasyconym sporą dawką apokaliptycznych wizji, które zdecydowaliśmy przedstawić w taki sposób, by zmusić odbiorcę do indywidualnego wysiłku przy składaniu tejże schizofrenicznej mozaiki. Myślę, że w efekcie powstał obraz nietuzinkowy, daleki od przyjętych sztywno schematów obecnych w większości metalowych klipów, obraz pełen ukrytych znaczeń i wielowymiarowości.

"W wojenne zadmą dziś rogi Aniołów ponure zastępy
Ci, z których myśli bezmiaru sam Stwórca tajemnie podkradał,
Ci, których ponad byt własny wielbił, by wreszcie podziw swój skalać bezwstydnej zazdrości nasieniem...
W wojenne zadmą dziś rogi Aniołów ponure zastępy
Ci, którym Bóg miecz w plecy wbijał, miecz w plecy synów swoich, doskonalszych aniżeli pierwotna wszechświata jego wizja
Ci, których z niebios królestwa w nicości otchłań był strącił nie zważając na łzy, ni przerażenia pełne ich oczy
W wojenne zadmą dziś rogi Aniołów ponure zastępy
Ci, których sny zapomniano nim zdążyli je opowiedzieć
Ci, którym palono skrzydła, by ponad istotę poddaństwa bezbożna wolności idea nigdy już ich nie wyniosła
Teraz powstają jeden po drugim
kamienie wendetty w dłoniach skrwawionych ściskając
I przysięgają śmierć wszystkim, przysięgają pożogę...
dziecięcej krwi morza pełne i krzykiem wypełnione przestworza
W wojenne zadmą dziś rogi Aniołów ponure zastępy
Jak czarna, wściekłością grzmiąca nawałnica przez świat ten plugawy przetoczy się niczym zaraza
A ostrza ich gniewu ugaszą pragnienie w ludzkości śmierdzącym ciele..." (SataniChaoSymphony)

Dobrze, pora zakończyć nasz wspólny epizod - dzięki! Udanych koncertów i powodzenia w przyszłości. Kilka Twoich słów na koniec i będziemy będziemy mogli się rozstać z czystymi sumieniami;)

Przede wszystkim wielkie dzięki za cierpliwość i wyrozumiałość, wywiad ten bowiem w myśl wcześniejszych naszych ustaleń miał ujrzeć światło dzienne już dosyć spory czas temu. Z drugiej strony wiele się od tamtej pory wydarzyło, w związku z czym masz teraz najświeższe z obozu naszego informacje - haha. Dzięki za możliwośc prezentacji na łamach Nocturnal Battle of Chariots i do zobaczenia/przeczytania w następnej odsłonie. Wszystkich oczywiście zachęcam do zapoznania się z zawartością "Plurima Mortis Imago" i do odwiedzania naszej strony internetowej! "There is no God but You!!!"

kaReL
2007-01-06

www.nbc.art.pl