DEVILISH IMPRESSIONS
WYWIAD DLA DIABOLOUS.COM

O Devilish Impressions nie ma jeszcze jakiegoś większego rozgłosu, mimo kilkuletniej dzialalności wypuszczeniu w eter pierwszego wydawnictwa jakis czas temu i zeszłorocznej rejestracji "Plurima Mortis Imago", jednak jak zapowiada Quazarre, pierwsza głowa i twarz zespołu, są szansę że o Devilish Impressions usłyszy wkońcu szersze grono wielbicieli potężnego, agresywnego grania. Piwko w garść, przed wami trochę czytania...

1. Witam Quazarre & Devilish Impresssions! Nowe wydawnictwo, choć jeszcze niezbyt dostępne, jednak - jakby nie patrzeć - wyprodukowane. Moje zdanie na ten temat znacie. Jak wy osobiście postrzegacie materiał po całym procesie rejestrowania, po upływie już jakiegoś czasu i osłuchaniu się z wynikiem końcowym (diabelsko standardowe pytanie, ale cóż)?
      Witam!!! "Plurima Mortis Imago", podobnie z resztą, jak i poprzedni materiał, jest dla nas takim swoistym ucieleśnieniem wizji i muzyczno-lirycznych fantazji, jakie w satysfakcjonujący nas sposób ostatecznie udało się nam okiełznać, nadając właściwą im formę i konkretny, konceptualny wyraz. Oczywiście - tak, jak i w przypadku każdej innej produkcji - po jakimś czasie i nabraniu do niej "zdrowego" dystansu wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, iż pewne rzeczy moglibyśmy zrobić dziś nieco inaczej, zarówno w kwestii poszczególnych aranżacji, jak i samej już zabawy z brzmieniem, edycją itp. To jednak jakby naturalna kolej rzeczy... Gdyby było odwrotnie, oznaczałoby to, iż nigdy już nie potrafilibyśmy postawić przed sobą żadnych nowych wyzwań, nie bylibyśmy w stanie przekraczać raz już nakreślonych horyzontów, a jedynie upajalibyśmy się widokiem tych, których już w pewien sposób doświadczyliśmy... Osobiście uważam, iż człowiek, jako istota ustawicznie do ideału dążąca nie jest jednocześnie w stanie stworzyć za życia czegokolwiek w pełni będącego ideału tego obrazem. Dlatego też jednym z nadrzędnych celów każdego z nas jest podejmowanie nieustannych prób celem doskonalenia samego siebie nie tylko jako istot ludzkich, ale i jako muzyków, dlatego też zawsze poszukiwać będziemy nowych środków ekspresji, ciekawszych patentów i jeszcze bardziej intrygujących aranżacji. Chcemy być lepsi, doskonalsi i za każdym razem jeszcze bardziej przekonywujący! Innymi słowy - z czasem po prostu dojrzewasz (w szeroko rozumianym znaczeniu słowa tego) i tylko zadufane w sobie, populistyczne jednostki ustawicznie spuszczają się nad tym, czego niegdyś udało im się dokonać... Ja wolę skupiać się na przyszłości i nad tym, co jeszcze do zrobienia, a nie bezproduktywnie oglądać się za siebie szukając podziwu w czyichś oczach... Niemniej jednak "Plurima Mortis Imago" jest w naszym mniemaniu albumem bardzo dobrym, pełnym intrygujących momentów, ciekawych zagrywek i unikalnej, iście diabelskiej, misternie utkanej atmosfery. Mogę zapewnić, iż każdy, kto będzie miał kiedyś okazję zapoznać się z zawartością tegoż, z każdym przesłuchaniem dostrzeże jego niezwykłą złożoność i bogactwo wszechobecnych szczegółów. "Plurima Mortis Imago" jest płytą cholernie przemyślaną, w której znaleźliśmy miejsce zarówno dla fragmentów epickich, jak i dla takich, których zabójcza intensywność i szybkość naprawdę może zaimponować.

2. Wiem, że mieliście nie lada przygody podczas sesji, dużo ciekawych chwil jak i niejedną mniej zabawną niespodziankę, czy to w studio czy już przy samych mixach. Co najmilej wspominacie, a co najbardziej dało wam po dupskach (pomijam autofinasowanie)?
     Dobrze, że o tym wspomniałeś, bo od tego właśnie chciałem zacząć - ha, ha. Faktycznie, przygód podczas sesji "Plurima Mortis Imago" mieliśmy naprawdę sporo, szczególnie zaś podczas pierwszego jej etapu, kiedy to - miast właściwej sesji nagraniowej - wbrew naszej woli i najśmielszym przewidywaniom zostaliśmy uraczeni czymś, co zgodnie nazwaliśmy "agro-wczasami". Pamiętam jak dziś, jak pewnego poranka, po dosyć solidnej libacji obudziły nas niezidentyfikowane bliżej odgłosy, które po chwili zbiegły się z widokiem wkurwionego do granic możliwości Dragora, biegającego od okna do okna i krzyczącego: "Kurrrwaaa! Gdzie ona jest?! Kurwa, zaraz ją zajebie!!!". Dopiero po chwili dotarła do nas świadomość, że Dragor miał na myśli krowę, która bezczelnie ryczała nam niemalże prosto do okien - ha, ha! Komizm tej sytuacji po prostu zabija, do dziś trudno nam uwierzyć, że to się wydarzyło... Tego typu akcji - z racji miejsca, w jakim wówczas przebywaliśmy - było oczywiście więcej, nie sposób jednak wszystkich ich tu opowiedzieć. Jak wspomniałem, pierwsza część sesji przysporzyła nam najwięcej przygód wszelakich, co gorsza - w konsekwencji jeszcze długo później zobligowani byliśmy do przechodzenia przez jakieś paranoidalne katusze, tylko dlatego, że pewien niezbyt odpowiedzialny koleś niedopilnował wszystkiego na czas i zwyczajnie całą tą sesję olał. On pewnie jednak byłby dziś zupełnie innego zdania, więc najlepiej, jeśli pominiemy tą kwestię... Naprawdę nie sposób zapomnieć wszystkich tych historii, jakich wspólnie doświadczyliśmy zarówno w naszym gronie, jak i w gronie ludzi, z którymi pracowaliśmy nad "Plurima Mortis Imago". Wiesz, druga część nagrań ("Hendrix Studio" z Arkiem Malczewskim - przyp.) to już zupełnie inna jazda. Z Arkiem mieliśmy zaszczyt i przyjemność przy niejednej działać już płycie, znamy więc nie tylko system jego studyjnej pracy, ale i nadzwyczaj barwną jego osobowość... Wierz mi, On naprawdę jest osobą niezwykłą i to w każdym znaczeniu tego słowa; osobą cholernie inteligentą i cechującą się niepowtarzalnym poczuciem humoru. Poza tym pracując z nim możesz być w stu procentach pewien, że jest całkowicie oddany generowanym przez Ciebie dźwiękom, że - poprzez absolutne się z nimi utożsamianie - staje się niejako kolejnym członkiem zespołu! Nagrywanie z takim realizatorem, jak Arek to po prostu czysta, niekwestionowana przyjemność połączona z jakąś niezwykłą, trudną do opisania magią... Wielkim jest dla nas zaszczytem fakt, iż tak zapracowana osoba, jak Malta, w znacznym przecież stopniu oddana krucjacie Behemoth, że mimo wszystko za każdym razem znajduje czas, który poświęca m.in. nam właśnie! Tak na marginesie - początkowo plan był taki, żeby cała "Plurima Mortis Imago" powstała z Arkiem w murach Hendrix Studio, jednak - z uwagi na jego zobowiązania wiadomej treści - konieczną okazała się zmiana wcześniejszych ustaleń i dostosowanie się do nowo-powstałych okoliczności. Teraz jednak nie ma to już żadnego znaczenia. Być może plan ten przebiegły uda się nam zrealizować w przyszłości - ha, ha. Co dało nam po dupskach? Z pewnością wszystko, co wiązało się z naprawą błędów nieszczęsnego Pana Producenta, o którym wspomniałem wcześniej. Razem z Wojtkiem Kostrzewą (Asgaard, Hermh, Luna Ad Noctum i cholera wie co jeszcze...) przesiedzieliśmy niezliczoną ilość godzin celem uratowania położonych już śladów bębnów. Nie chcę już teraz wnikać w szczegóły, uwierz jednak, iż nie należało to do rzeczy przyjemnych. Na szczęście - osoba Wojtka i jego wysublimowany sposób bycia nieustannie i nad wyraz skutecznie podnosiły nas na duchu. Dość powiedzieć, iż po całej tej sesji nie tylko podziwiamy już jego niekwestionowany talent kompozytorski i nadzwyczajną znajomość swojego instrumentu (bez skojarzeń - ha, ha!), ale też niebywałą wręcz cierpliwość i wzrastające umiejętności z zakresu inżynierii dźwięku! Myślę, że z czasem Wojtek może stać się naprawdę cenionym producentem. Na koniec dodam tylko, że sporym zaszczytem była dla nas także współpraca z braćmi Wiesławskimi z białostockiego "Hertz Studio". W ich przypadku nie może być bowiem mowy o jakichkolwiek niedopatrzeniach, czy niewywiązaniu się ze swoich obowiązków. Tutaj nie trzeba przygód, ani komentarza... Gdy okazało się, że nawalił plan nagrywania z "Maltą" próbowaliśmy dogadać się z Nimi właśnie, ale - niestety - Hertz Studio miało już zarezerwowane sesje do końca roku. My jednak nie mogliśmy czekać tak długo. Po wielu zawiłych przygodach "Plurima Mortis Imago" musiała w końcu stać się faktem, Wiesławscy natomiast zajęli się jej zmasterowaniem.

3. Czemu akurat awangardowy black/death? Szyld szyldem, czym zaś się muzyka Devilish Impressions charakteryzuje, przedstawiając ją czytelnikowi jeszcze nie znającego waszej twórczości?
      Twórczość Devilish Impressions cechuje dosyć szczególne podejście do gatunku death czy black metal, za każdym razem staramy się bowiem wykraczać poza dawno wyznaczone granice i w pewien sposób wyznaczać nowe tych granic standardy. Myślę, że już po przesłuchaniu jednego kawałka naszego autorstwa można odnieść wrażenie pewnej "świeżości", swoistego wyzwolenia się spod sztywnych ram i konwencji. Nie twierdzę, że nasza muzyka jest na wskroś oryginalna, bo nie jest naszym założeniem komponować utworów, które z samego założenia miałyby być oryginalne. Poruszając się w obrębie wymienionych gatunków staramy się jednak jakoś je wzbogacić, szukamy środków wyrazu, w zetknięciu z którymi potencjalny słuchacz poczułby się prawdziwie zaskoczony. Oczywiście, nie są to rzeczy, które przyjmujesz ze zwątpioną miną i zastanawiasz się: "Co to, kurwa, jest?". Chcemy, żeby nasza muzyka miała odpowiedniego "kopa", była agresywna, techniczna, pełna niespodziewanych zmian tempa i połamanych struktur rytmicznych, ale też jednocześnie, by miała ten cholernie wciągający, swobodnie rozbudowywany feeling, by cehowała ją niepokojąca, powodująca dreszcze atmosfera.

4. Wydanie płyty na własną rękę jest napewno ryzykownym interesem, lecz... jak to mówią, ktoś ten wózek pchać musi. Powiedz jakie kroki podjęliście, by starać się o jakiś wygodny papier, jakiś odzew po dotychczasowych próbach?
      Powiem tak: bądźcie cierpliwi, a cierpliwość Wasza zostanie wynagrodzona - ha, ha!!! Tak poważnie jednak, to w chwili obecnej jesteśmy na etapie negocjacji pewnych nadesłanych propozycji...

5. - Macie wciąż w składzie Dragora z Luna Ad Noctum z którym z powodów technicznych nie jesteście w stanie urządzać prób. Jak widzisz sprawę ewentualnego koncertowania, które musi nadejść prędzej czy pózniej podchodząc poważnie do istnienia kapeli?
      Obgadaliśmy już tą kwestię z bezpośrednio zainteresowanym i wszystko wskazuje na to, że nie będzie to stanowić większej przeszkody. W razie pojawienia się konkretnych propozycji koncertów Dragor wskakuje do samolotu i za niecałe dwie godziny popijamy wspólnie piwko w drodze do naszego lokum; trochę prób i napierdalamy. Wiesz, my mamy już dość szczegółowo opracowany potencjalny set koncertowy, pozostaje zatem tylko kwestia jakiegoś wspólnego się dogrania bezpośrednio przed koncertami i jesteśmy gotowi, by wkroczyć na deski.

6. Jakie to uczucie grać ciągłe próby przygotowując się do nagrania materiału, by niedługo po sesji rozejść się z członkiem zespołu, w takich czy innych okolicznościach? Zahaczając o poprzednie pytanie, bez basisty koncerty raczej nie przejdą...?
      Jak zwykł mawiać jeden z naszych przyjaciół: "Nicziewo nie bojsja, budiet orajt" - ha, ha!!! Od dłuższego czasu mamy już na oku pewnych muzyków, którym ze spokojnym sercem powierzylibyśmy stanowisko basisty; pozostaje jedynie kwestia jakichś tam oficjalnych między nami ustaleń. Powiem tylko tyle, że na chwilę obecną nie szukamy kogoś, kto momentalnie stałby się pełnoprawnym członkiem zespołu. Devilish Impressions anno 2006 to wciąż Turquoissa, Dragor, Starash i Quazarre. Jeśli zaczniemy współpracę z kolejnym muzykiem to najprawdopodobniej będzie to muzyk sesyjny, wspomagający nas na koncertach. Nie twierdzę, że tak pozostanie już na zawsze, zanim jednak zadecydujemy o czyimś oficjalnym wstąpieniu w nasze szeregi chcielibyśmy osobę taką poznać nieco bardziej wnikliwie (tylko mnie tu bez posądzeń o intymno-odbytniczą inwigilację - he, he). Wracając do pierwszej części pytania, nie jest to tak, że wspólnie z Adrianem graliśmy tak ciągłe próby, jak próbujesz to przedstawić. Owszem - ze względu na dosyć poważne ciśnienie przed nagraniem "Plurima Mortis Imago" nad partiami gitary basowej musieliśmy pracować dosyć intensywnie, jednak prób tych nie było ostatecznie tak wiele. Myślę, że w sumie zagraliśmy ich około 15 - 20. Swego czasu stanowiliśmy wszyscy razem z Adrianem naprawdę dobrze funkcjonujący organizm, dopiero później rzeczy przybrały trochę odmienny obrót. Wiesz, to tak, jak chociażby w każdym związku z dziewczyną - jest fajnie, kolorowo i w ogóle wszystko "lala", nagle jednak, po upływie dłuższego lub krótszego czasu, okazuje się, że to właściwie nie jest ta osoba, z którą dalej chciałbyś dzielić życia Twego trudy i radości. Jak już nieraz mówiłem - ze swojej strony życzymy Adrianowi sukcesów oraz artystycznego spełnienia w jego macierzystym zespole. Koniec i... ... kropka.

7. Wojtek Kostrzewa - pogrywacie razem w Asgaard, pracuje nad klawiszami do najnowszej Luny Ad Noctum i nie tylko, a fama głosi, że nie udało się uniknąć współpracy na pewnym poziomie i z Devilish Impressions...
     Tak, faktycznie jest tak, jak mówisz. Wojtek jest po prostu na tyle utalentowanym muzykiem, iż było jedynie kwestią czasu, by zainteresowały się jego osobą także i inne zespoły. Jak wiesz, jego autorstwa są nie tylko instrumenty klawiszowe na każdej z płyt Asgaard, ale też na ostatnich dwóch produkcjach Hermh, czy wspomnianego Luna Ad Noctum. Wojtek ma wyjątkową zdolność w uzyskiwaniu harmonii pomiędzy swoistą wirtuozerią, a komponowaniem rzeczy z prawdziwie niepowtarzalnym, wysublimowanym charakterem. Moim skromnym zdaniem należy on do najlepszych w tej działce, jeśli nawet nie jest w niej zwyczajnie najlepszy! Jego kunszt docenili nie tylko fani Asgaard czy pozostałych, wymienionych powyżej zespołów, ale i media, zarówno te krajowe, jak i zagraniczne. Aktualnie (dla potencjalnych zainteresowanych) można też Wojtka "wynająć" na potrzeby skomponowania rozmaitych ilustracji muzycznych, intro'sów etc. W przypadku Devilish Impressions współpraca z Wojtkiem miała jednak nieco inny charakter. Jak już wcześniej wspomniałem - dosyć pechowe okoliczności towarzyszące nam podczas pierwszej części sesji nagraniowej "Plurima Mortis Imago", a konkretnie mało trafny wybór jej realizatora, pociągnęły za sobą konieczność pewnej weryfikacji wcześniej ustalonych planów. Początkowo bowiem, wiedząc, iż nie jest możliwe zaaranżowanie całej sesji w "Hendrix" z Maltą postanowiliśmy, że zrobimy z nim tylko miksy, w "Mamut Studio" natomiast mieliśmy położyć ślady bębnów i wszystkich gitar, a także syntezatorów oraz wokali. W obliczu ignorancji właściciela tegoż, który zwodząc nas nieustannie nie wypełnił swych względem nas zobowiązań, zostaliśmy zmuszeni do podjęcia radykalnych środków. Wściekli i rozgoryczeni zabraliśmy wszystko, co do tamtej pory zdołaliśmy zrobić i pojechaliśmy do "Hendrix'a". Dopiero na miejscu okazało się, że wcześniej nagrany materiał w namniejszym stopniu nie nadawał się praktycznie do dalszej z nim pracy, gdyż nie został poddany umówionej wcześniej edycji!!! Takich niespodzianek było naprawdę sporo, przez co też kolejne etapy sesji zdawały przedłużać się w nieskończoność. Gdy już udało się nam jakoś posklejać wszystkie tracki z pierwszej jej części, zarejestrowaliśmy z Maltą wszystkie klawisze i wokalizy. Niestety, także i tym razem nie obyło się bez przeszkód, stracony bowiem czas na rzeczy, które powinny być już gotowe doprowadził do kolejnej obsuwy. Zmuszeni byliśmy do zrobienia kolejnej przerwy, ponieważ Arek pojechał z Behemoth na jakiś festiwal do Norwegii. Po jego powrocie dokończyliśmy dzieła, po czym... pojawił się problem miksów... I tutaj pojawia się osoba Wojtka, wtedy to właśnie zadzwoniliśmy do niego z pytaniem, czy podjąłby się tego wyzwania, na co on - nieświadom do końca, jak wiele rzeczy pozostało jeszcze do zrobienia przed rozpoczęciem właściwych miksów - przystał bez żadnego sprzeciwu. Nie chcę nawet wspominać katorgi, jakiej doświadczyliśmy wszyscy (ze szczególnym uwzględnieniem osoby Wojtka) przesiadując noce całe i dni celem okiełznania całego tego gówna. Ostatecznie, jak sądzę, udało się nam wyjść z tego obronną ręką, nigdy jednak nie zapomnimy momentów, w których to Wojtek, będący uosobieniem spokoju i wewnętrznego opanowania, uderzał raz za razem krwawiącą już ręką w blat swojego biurka, nie zważając na spadające na ziemię róznego rodzaju przedmioty. Teraz może wydawać się to śmieszne, uwierz mi jednak, że w danej sytuacji nie było nikomu z nas do śmiechu. Cóż, najważniejsze, że jakoś zwalczyliśmy to pieprzone fatum, które od samego początku zdawało się prześladować "Plurima Mortis Imago". Pamiętam, jak pewnego wieczora odwiedził Wojtka znany tu i ówdzie Marek Pająk z rodzimego Esquarial, który - wysłuchawszy najpierw niezwykłej historii owej pamiętnej sesji - przytoczył pewne przysłowie, jakoby wielkie rzeczy miały rodzić się w bólach. W tej chwili pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że w przypadku Devilish Impressions tak właśnie się stanie...

8. Materiał zaproponowany na "Plurima Mortis Imago" jest zdecydowanie bardziej dojrzały i pełny od poprzedniej twórczości. Jest to w Twoim mniemaniu już ścieżka, którą będzie Devilish Impressions podążać przy ewentualnych kolejnych dokonaniach? W sumie trochę czasu upłynęło już od nagrania krążka i choć promocja zapewne w pełni to pewnie coś w tych głowach się kłębi?
      Jakiś czas temu zaczęliśmy już pracować nad zupełnie nowymi kawałkami i... ... już teraz można powiedzieć, że chyba zmierzamy w nieco innym kierunku. Absolutnie nie oznacza to zmiany stylu, w jakim obraca się twórczość Devilish Impressions, jednak styl ten w pewien sposób systematycznie modyfikujemy. Chyba jeszcze większy nacisk kładziemy teraz na wyrazistość przekazu i spójność poszczególnych kompozycji, inaczej podchodzimy do tematu aranżacji powstałych pomysłów, czyniąc tym samym nowe utwory jakby jeszcze bardziej zwartymi. Zaznaczam jednak, iż owa "zwartość" z pewnością nie oznacza tu kompromisów czy uproszczeń, bowiem i teraz trudno mówić o nowych utworach w kategorii ujednolicenia ich formy. Nadal proponować będziemy słuchaczom muzykę przebogatą w szczegóły, z tą małą różnicą, iż całość będzie miała bardziej sprecyzowane przesłanie, większą i bardziej bezpośrednią siłę rażenia. W tej chwili jednak za wcześnie, by mówić o jakichkolwiek konkretach. Najpierw chcemy całą swoją uwagę poświęcić promocji "Plurima Mortis Imago".

9. Gra w kapeli, wydawanie płyt, koncertowanie od dawna wiąże się z wszędobylskimi groupies... Ty jednak jakoś nie końca, z tego co się orientuje, siedzisz w tych akurat klimatach i to nie ze względu na odmienne upodobania hehe... Co sądzisz o tym, że akurat taką renome przypisano płci żeńskiej, co zaś z chłopaczkami śliniącymi się na gwiazdy estrady?
      Stary, nie mam pojęcia! Myślę, że może z tym być podobnie, różnica jednak w tym, iż faceci z natury nie chcieliby być chyba postrzegani przez te swoje ikony, jak gotowe na wszystko zabawki, jak - nie oszukujmy się - jednorazowe formy uatrakcyjnienia danego wieczoru... Myślę, że dużą w tym rolę odgrywa owa osławiona wszem i wobec męska duma; trudniej jest nam dążyć do czegoś po przysłowiowych trupach, podczas gdy niektóre laski wydają się mieć głęboko w dupie fakt bycia postrzeganymi jako groupies danego zespołu. Nie wiem, generalnie nie mam nic przeciwko, takie bowiem są nieodłączne dzieje całej historii muzyki - że tak powiem ogólnie - rockowej. Wiesz, nie ma chyba na świecie jednostki, której nie imponowałby fakt bycia rozpoznawalnym, docenianym i pożądanym. Takie rzeczy w dużej mierze zaspokajają naszą próżność, pomagają później w przeobrażeniu owej próżności w coś, co nazywamy pewnością siebie, dają być może jakieś trwalsze fundamenty pod rosnące dzięki temu poczucie własnej wartości. Nie jest to nic złego, dopóki transformacja ta w ogóle następuje, znam jednak trochę takich muzyków, dla których ważniejsze jest nie osiągnięcie artystycznego spełnienia lecz wyłącznie zbieranie owoców swojej mniejszej lub większej popularności. Często zakrawa to jednak na żałosną farsę, pod przykrywką bowiem gówno wartego pierdolenia o potrzebie kreowania sztuki i kryjących się w niej wielkich wartościach czai się mizerna chęć zaspokojenia własnych trywialnych potrzeb.

10. Nie wiem czy ten wywiad doszedłby kiedykolwiek do skutku gdyby nie internet. Macie niezłą wizytówkę na sieci, udostępniając również kawałki twórczości, jak w sumie większość godnych uwagi dziś kapel. Za czasów dinozaurów międzynarodowej sceny internet nie był tak popularny, dziś zaś jest chyba niezbędnikiem. Fanom napewno to na rękę a co możesz ty powiedzieć na ten temat od strony zespołu?
     Nawet ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy płyty różnych zespołów zdobywało się wyłącznie drogą wymiany pocztowej. Setki pisanych listów, stosy otrzymywanych i rozsyłanych flyers'ów, kserowane zines no i przede wszystkim kasety magnetofonowe, bo to był jedyny - oprócz winyli - dostępny wówczas nośnik dźwięku. Z pewnością w tamtych czasach większą radość sprawiał fakt posiadania danej płyty, gdyż po prostu jej zdobycie kosztowało naprawdę sporo wysiłku. Dzisiaj w sklepach jest praktycznie wszystko, jednak ludzie jakby bardziej zmanierowani... Normalnym jest, iż chcąc zaistnieć dziś w świadomości większego grona odbiorców musimy jako zespół korzystać z wszelkich dostępnych źródeł promocji, a internet jest chyba jej najlepszą obecnie formą. Sam także często szperam tu i ówdzie w poszukiwaniu info o jakichś tam zespołach, jest to na pewno zajebiście pomocne! Fajnie, że można wysłuchać kawałków grup rozmaitych ściągając je z ich stron, problem pojawił się wówczas, gdy ludzie zaczęli ściągać tą muzykę z net'u masowo i właściwie bez jakichkolwiek ograniczeń. Zauważ, że nawet największe zespoły nie sprzedają już tyle płyt, co kiedyś. Chcemy tego czy nie, musimy zaakceptować fakt nadejścia ery wypalanych w domach CD-rów i - przy okazji - tabunów internetowych wojowników, zakompleksionych, gówno wartych idiotów, którzy siedząc skuleni nad swoimi maszynkami wylewają buzującą w nich żółć na zespoły, którym zwyczajnie zazdroszczą ich różnej miary osiągnięć. My postanowiliśmy, że musimy mieć nie tylko zajebistą oprawę graficzną płyty, ale i zajebistą - jak to nazwałeś - wizytówkę w sieci. Postawiliśmy na nieznanego jeszcze wówczas artystę i jesteśmy cholernie z naszej współpracy zadowoleni. Cieszy ogromnie fakt, iż zewsząd otrzymujemy słowa uznania nie tylko za naszą, ale i jego pracę, co tylko potwierdza słuszność naszego wyboru. Oprócz wielu rzeczy zamieściliśmy na naszej stronie dwie kompozycje z "Plurima Mortis Imago", a także jedną z "Eritis sicut Deus...", by ludzie mieli okazję wstępnie zapoznać się z twórczością Devilish Impressions, a nie tylko ufać najczęściej przesadzonym sloganom reklamowym. Pokładam jednocześnie wiarę w tych, którym - jak w przypadku moim i Turquoissy chociażby - nic nie jest w stanie zastąpić oryginalego, zapakowanego jeszcze w folię produktu Tak, na szczęście ludzie tacy jeszcze istnieją i to dzięki nim tylko zespoły mogą tą muzykę swoją dla nich nagrywać.

11. To co się dzieje ogólnie z naszą ojczyzną wybiega poza zakresy mego pojmowania. Z lipy w większe gówno. Co się dzieje z ty krajem? Do czego to dąży? Jak ty to widzisz nie będąc bezpośrednio tłumiony polską rzeczywistością?
      Polska po wyzwoleniu się spod reżimu poprzedniego układu sił politycznych wpadła w objęcia systemu w sposób jawny dyktowanego przez Kościół. Problem w tym, iż kręgosłup moralny naszego społeczeństwa od dawien dawna był ściśle kształtowany przez księży i podążającymi za nimi ograniczonymi mentalnie, intelektualnie i duchowo dewotami. Niestety, takie są fakty... W obliczu rozwijającej się pozornie demokracji mamy wciąż do czynienia z ograniczaniem swobody i ostrą krytyką jednostek nie zgadzających się z ogólnie przyjmowanymi konwenansami. Większość "oświeconych" ma już dzisiaj totalnie w dupie prawdy głoszone z ambony, jednak pogarszająca się z roku na rok sytuacja naszego kraju skutecznie zniechęciła ich do brania czynnego udziału w życiu politycznym tegoż. Dowodem tego mogą być chociażby ostatnie wybory prezydenckie i ich zaskakująco niska frekwencja. Podczas gdy młodsze pokolenia zwyczajnie te wybory olały, populistyczne idee pewnych polityków przyciągnęły do urn istne pielgrzymki starych, owiniętych w medaliki zwolenników popierającego owych idiotów Kościoła, który teraz dzięki temu po raz kolejny święci swoje tryumfy. Nasz pierdolony kato-land nie ma w chwili obecnej nic do zaoferowania ludziom o poglądach odmiennych od tych, przyjętych przez ogół. Doszło do sytuacji, w której potępiana jest jakakolwiek odrębność, jakakolwiek próba przedstawienia non-konformistycznego myślicielstwa. Odwoływanie koncertów kapel metalowych, stworzenie jakiejś śmiesznej rządowej jednostki mającej wyłapywać artystów propagujących idee klasyfikowane przez nią jako działalność sekt, publiczne potępienie treści zawartych w nawet tak komercyjnych obrazach, jak "Kod Da Vinci", czy opublikowanej niedawno, skrywanej ponoć od wieków Ewangelii Judasza są jedynie dowodami na to, iż w oczach Kościoła i partii działającyh pod jego bogosławieństwem Polacy najchętniej przez kolejne stulecia powinni być widziani jako mętne, nie podnoszące nigdy swych głów barany! Prawdą jest, że mamy dziś do czynienia z kolejną odsłoną inkwizycji, z tym, że - z uwagi na znak czasu - zmieniły się nieco formy potępiania odszczepieńców wszelakich. Jestem jednak głeboko przekonany, że nawet dziś wielu chętnie widziałoby takowych na płonących pod niebo stosach... Cóż jednak zrobić... Nasza odpowiedź na to wszystko może być tylko jedna: chuj im wszystkim w dupę!!! Mam nadzieję, że w końcu ludzie otworza swe oczy i nie będą się bali wyrażania własnych, prawdziwie własnych opinii.

12. Podążając zapodanym szlakiem, powiedz jak oceniasz na dzień dzisiejszy polską scenę metalową, że się tak wyrażę? Zmiany są, nie da się ukryć, jednak osobiście śmiem twierdzić, że kapele są coraz lepsze, coraz więcej ich, jednak z wytwórniami troszke inaczej to wygląda... Chyba zbyt podchwytliwe pytanie, ciut zbyt grzęski grunt...
      Przyznam, iż trudno zrozumieć czasami politykę wydawniczą pewnych wytwórni i to nie tylko tych krajowych. Nie ma chyba jednak jakichś większych powodów do narzekania, bo jest ich na tyle dużo, że każdy z pewnością znajdzie gdzieś swoje miejsce. Problemem okazuje się jedynie już sama z wytwórnią współpraca, czy też wypracowanie układu pozwalającemu zespołowi na swobodne i szerokie rozpostarcie swych skrzydeł. Jeśli chodzi o polską scenę to trzeba przyznać, iż jest w znakomitej kondycji! Nigdy wcześniej nie było chyba u nas aż tak wielu dobrych zespołów, czy też zespołów rozwijających się w tak słusznym kierunku. Oprócz ogólnie szanowanych Behemoth, czy Vader należny im szacunek zdobywają równie świetne, powalające swym polotem grupy, jak chociażby Trauma, Vesania, Hate, Asgaard, Hermh, Crionics, odrodzony w postaci Union - Christ Agony, Thunderbolt, Infernal War i wiele, wiele innych. Nasze zespoły nagrywają coraz to lepsze albumy i w tej chwili można już chyba śmiało zaznaczyć istnienie w światowej, a przynajmniej w europejskiej świadomości zjawiska naprawdę silnej i mocno zróżnicowanej polskiej sceny metalu. Pozytywnym jest także fakt, iż nie dzieją się już raczej na naszej scenie rzeczy tak chore, jak działanie na szkodę drugiego zespołu, czy publiczne obrzucanie się gównem, co notorycznie miało miejsce w nie tak odległej przeszłości. Polska naprawdę jest kopalnią znakomitych artystów i cieszy mnie, że jest to nareszcie przez ogół światowych maniacs dostrzegane.

13. Devilish Impressions nie zarabia narazie na twoje utrzymanie, żony czy któregokolwiek z członków zespołu. Z jednej strony to daje jakiś komfort nie bycia zobowiązanym, jest to wasze, dla was i kierujecie, kontrolujecie całością, jednak celem zawsze jest chyba możliwość utrzymania się z grania. Co powiesz na ten temat?
      Jak sam zauważasz - każdy kij ma dwa końce i zazwyczaj z obu stron można odnaleźć zarówno plusy, jak i minusy poszczególnych układów. Gdybyś zapytał pierwszego lepszego muzyka, z pierwszej lepszej kapeli o to, jak widziałby swoją przyszłość w szeregach zespołu, któremu trzeba podporządkować swoje życie prywatne, to z z pewnością każdy powiedziałby, że: tak, jak najbardziej, że jest to coś o czym od zawsze marzył czy marzyła. Widzisz, wbrew pozorom jednak znakomitej większości nie jest wcale tak łatwo zrezygnować czy to z wypracowanych przez lata zawodowych układów dających możliwość jakiegoś godnego przetrwania, czy też z życia w ciepłych kapciach z zimnym piwem w dłoni, jakie wyciągasz z wiecznie pełnej lodówki. Ja naprawdę staram się zrozumieć ludzi, którzy mają tego typu obawy, trudno bowiem oczekiwać od wszystkich dookoła niezachwianej wiary i determinacji, z drugiej jednak strony mam świadomość tego, iż pojawiają się w naszym życiu szanse, których grzechem jest wręcz nie wykorzystać! Nie ma chyba na tej planecie metalowego zespołu, który ot tak sobie zaczął jeździć w trasy i zarabiać na tym kupę pieniędzy. Trzeba przecież najpierw zrobić wszystko ze swojej strony, by w ogóle spróbować uczynić to możliwym. Oczywiście, chcielibyśmy, aby Devilish Impressions miało kiedyś tą możliwość aczkolwiek jeśli się to nie uda to rozpaczać raczej nie będziemy. Na pewno jednak zrobimy wszystko, by przynajmniej spróbować, by doświadczyć czegoś, do czego każdy muzyk w większym lub mniejszym stopniu dąży przez cała swoją karierę.

14. Jakie macie plany na najbliższą przyszłość związane z zespołem?
      Już niedługo w stu procentach chcemy skupić się na naprawdę intensywnej promocji "Plurima Mortis Imago". To jest w chwili obecnej cel nasz priorytetowy!!!

Dzięki wielkie za tych "parę" slow, najlepszego życzę! Ostatnie słowo standardowo należy do zespołu, oddaję ci głos.
      Dziękuję serdecznie w imieniu całego Devilish Impressions zarówno Tobie, jak i wszystkim, którzy wytrwali do końca! Zapraszamy do odwiedzania naszej strony internetowej (www.devilish-impressions.com), z niej bowiem dowiecie się wszystkiego, co dzieje się w strukturach tworzonej przez nas bestii. Mam nadzieję, że już niedługo dane nam będzie objawić całemu światu, czym jest śmierć w tysiącu obliczach... Wypatrujcie Devilish Impressions!!! Wypatrujcie "Plurima Mortis Imago!!!



Devilish Impressions
http://www.devilish-impressions.com

Lord Darnok